| Home Just In Communities Forums Beta Readers Dictionary Search | Login Register Extras |
Ewa
„I stało się. Na świat przyszło najbrzydsze dziecko, jakie kiedykolwiek widziałam.” Tak jej narodziny skomentowała babka. Mówiła ludziom, że to dziecko diabła, że sam Belzebub zrobił jej córce brzuch.
Staruszka nigdy nie pomagała w opiece nad małą. Szczerze nienawidziła Ewy. Tak dziewczynka miała na imię. Była zawiedziona. Chciałaby córka dobrze wyszła za mąż, a tu takie rozczarowanie. Ryśka, jej jedynaczka zaszła w ciąże nie wiadomo, z kim, a co gorsza nie znalazła zastępczego ojca dla dziecka. Babka nie mogła znieść tego bachora, który niszczy reputację jej rodziny. Gdy tylko dziecko się urodziło kazała oddać je do sierocińca. Ryśka nie kochała swego niemowlaka, ale uznała za swój obowiązek wychować go.
Rodzina Malców mieszkała na wsi, jednej z tych, w których diabeł mówi dobranoc. Miejscowość to znajdowała się w zaborze rosyjskim. W drewnianej chałupince oprócz babki, Ryśki i jej dziecka mieszkał jeszcze dziadek. Sąsiedzi owej rodziny mówili, że jest szalony. Po tym jak strzelał do Słońca ze strzelby nikt nie miał, co do tego najmniejszych wątpliwości. Babka uważała, że dziadek jest normalny, a to, że czasem troszkę szaleje wynika z tego, że za duża pracuje w polu.
Gdy Ewa skończyła pięć lat była najpopularniejszym dzieckiem w okolicy i to bynajmniej nie przysparzała jej przyjaciół. Nikt nie chciał się z nią zadawać. Babka opowiadała ludziom ze wsi różne niestworzone historie na temat dziewczynki.
W dniu jej szóstych urodzin Ryśka była bez grosza. Musiała oddać babce pieniądze, które otrzymała za zbieranie agrestu, za to, że ta trzymała je pod swoim dachem. Nie miała pieniędzy na prezent dla Ewy. W ramach rekompensaty wysłała ją na piknik z dziadkiem. Ten tak bardzo przejął się swoją rolą, że omal jej nie utopił podczas lekcji pływania. Gdy spacerowali po lesie wspiął się na drzewo i machał do ludzi pracujących w polu. Od czasu do czasu rzucał w nich gałązkami. Ewa jak zwykle czuła wstyd, tym razem jednak nie za siebie. W tak małej wsi wieści szybko się roznoszą to też wszyscy mieszkańcy łącznie z babką zbiegli się pod drzewo by obejrzeć wygłupy starca. Jego żona błagałaby zszedł, ten jednak zajęty był zjadaniem liści. Babka od razu wyjaśniła sąsiadom, że to wina Ewy, bo nie potrafi się zachować. Mała dziewczynka nie dostrzegała sensu w jej słowach. Wiejskie dewotki nie były tak inteligentne jak dziewczynka i uwierzyły staruszce na słowo. Po raz kolejny babka dała pretekst małej społeczności do kpin z dziecka.
Szósty rok życia minął Ewie dość spokojnie. Raz tylko ksiądz zaprosił babkę na obiad, a ta opowiadała mu o przeklętym dziecku, naznaczonym przez Belzebuba. Skończyło się na tym, że ksiądz nie wpuścił dziewczynki do kościoła. Wtedy to Ewa poprzysięgła babce zemstę. Obiecała sobie, że będzie szargać jej dobre imię gdzie tylko się da. Gdy opowiedziała to podniecona matce to zbiła ją po tyłku i kazała uderzyć głową w mór.
Kolejny rok, cóż to był za rok. Pasmo konfliktów z babką. Gdy starowina przez przypadek spaliła lalkę Ewy, ta przez przypadek rozbiła jej ulubioną wazę. W tym czasie dom babki wyraźnie zubożał. W wieku siedmiu lat Ewa poszła do szkoły. Spędziła w niej tylko trzy lata, bo oczywiście babka musiała tak naopowiadać o niej, że została dyscyplinarnie wydalona. Lata spędzone w szkole nie były obfite w konflikty z babką, po trudach nauki Ewa po prostu nie miała siły. Nie miała żadnych przyjaciół. W szkole nikt jej nie lubił, a wszystko przez babkę. Codziennie modliła się o bratnią duszę. W końcu zaprzyjaźniła się z gęsią. Przyjaźń nie trwała długo, babka na obiad zrobiła rosół. Dziewczynka się załamała. Wyszła z domu i postanowiła, że nigdy nie wróci. Nie odeszła daleko gdyż zaczął ją gonić pies sąsiada. Przeskakując na drugą stronę płotu zahaczyła się o wystające druty i zerwała z siebie sukienkę. W tym czasie robotnicy tegoż sąsiada wracali z pola i zobaczyli Ewę w samych pantalonach. Cała wieś śmiała się do rozpuku.
Niedługo po siódmych urodzinach Ewy zginął dziadek. Zachciało mu się jeździć konno w nocy w deszczu. Gdy nie wracał przez kilka godzin wszyscy zaczęli się niepokoić. Babka pojechała za nim. Cała wieś ruszyła na poszukiwania. W końcu odnaleziono go nagiego, leżącego na ziemi. Najprawdopodobniej spadł z konia. Wszyscy z politowaniem patrzyli już nie tylko na Ewę, ale i na całą jej chorą rodzinę.
O tego czasu babka się nieco uspokoiła. Odbył się spokojny pogrzeb. Dziewczynka niewiele z tego rozumiała, ale widziała, że staruszka jest smutna i w głębi duszy cieszyło to ją. Babka przestała opowiadać o nie znajomym gdyż teraz sama była obiektem rozmów. Cała wieś zastanawiała się, jaka w rodzinie Malców panuje atmosfera. Staruszka musiała sobie jakoś zrekompensować niemożność plotkowania: w domu nie dawała żyć Ryśce, Ewie tym bardziej.
Po trzech latach dziewczynka przestała chodzić do szkoły. Matka nie miała pieniędzy by posłać jej do miasta, bo u nich we wsi były tylko trzy klasy i kursy na szwaczkę, ale po opowieściach babki dyrekcja szkoły nie pozwoliła jej zapisać się na nie. Ewa nie była jedynym dzieckiem, które tak skończył swoją edukację. Cała wiejska społeczność nie narzekała na nadmiar pieniędzy. Babka powiedział jej, że musi pracować na swoje utrzymanie i tak jedenastolatka wkroczyła w dorosłe życie. Ryśka pracowała w polu u sąsiada, a Ewa prała, gotowała, sprzątała, opiekowała się zwierzętami. Poza tym pomagała tamtejszemu stolarzowi w składaniu łapek na myszy. Ewa spała dziennie cztery godziny. Babka w niczym nie pomagała. Siedziała tylko w bujanym fotelu i gapiła się na figurę Madonny. Ryśka oddawała matce wszystkie pieniądze. Raz babka stwierdziła, że Ewa za mało pracuje i przez dwa dni nie dawała jej nic do jedzenia. Dopiero, gdy dziewczynka zasłabła przerwała karę.
Ryśka miała kochanka, starszego od niej o dziesięć lat pijaka. Zaproponował jej by razem wyjechali do USA. Zgodziła się od razu, nie był jednak przewidzianego miejsca dla Ewy. Musiała zostać sama z babką. Ciężko pracowała. Nie poddawała się losowi. Staruszka znęcała się nad nią, nie raz biła. Ewa była twarda, wierzył, że kiedyś będzie lepiej, że babka w końcu ją doceni.
Dwa lata po tym jak Ryśka wyjechała staruszka rozchorowała się. Dziewczynka troskliwie się nią zajmowała. Nawet sąsiedzi ją docenili i nieraz ofiarowali swoją pomoc. Jeden z nich namówił księdza by udał się do babki i przekonał, że Ewa to dobre dziecko. Staruszka po rozmowie z duchownym zrozumiała swój błąd. Doceniła dziewczynkę, szczerze pokochała. Bywało im naprawdę ciężko, babka miała trudny charakter. Kłóciły się, złościły, obrażały. Z czasem zaczęło łączyć je silne uczucie, które pokonywało te chwile słabości.
Gdy Ewa miała szesnaście lat dotarła do nich wiadomość, że Ryśka nie żyje. Zapiła się na śmierć. Ewa już teraz cieszyła się, że przed laty nie pojechała z matką. Razem z babką pomodliła się o spokój duszy Ryśki.
Ewa zmarła w 2000 roku. Była szczęśliwą babcią. Dbała o swoje wnuki by one nigdy nie wątpiły w jej miłość. Często siadała przed figurą Madonny i przyjacielsko kłuciła się z kimś.