Fiction » General »

Idealne Zakończenie
Author:
Tierry Leoine PM
trójce przyjaciół skrywane dawno tajemnice, jak tylko wyszły na jaw, wywróciły cały dotychczasowy świat do góry nogami, doprowadzając do ekstremalnych posunięć.
Rated: Fiction K+ - Polish - Angst - Words: 3,554 - Reviews: 1 - Published: 11-14-07 - Status: Complete - id: 2438367
A+  A-   Full 3/4 1/2 Expand Tighten

Tytuł: Idealne Zakończenie

Autor: Tierry Leoine

Rating: PG 13

Notka: To dość stare opowiadanie, ostatnio odgrzebane i przepisane. Coś do roboty, kiedy czeka na mnie fandom, a ja utknęła. Tłumaczenie na język popularny czyli angilekis jest w drodze.

English transaltion of this short story is on the way. Thanks.

t.a.l.


Idealne Zakończenie?

Jak w idealnym zakończeniu

Nie mogliśmy powiedzieć

tych kilku słów

I rozstaliśmy się w milczeniu

i w burzy, choć świeciło słońce.

Teraz, gdy koniec już

minął, a przeszłość rzeczywiście

stała się tylko wspomnieniem,

Te słowa, których nie wymówiliśmy

składają się na naszą modlitwę.

Jutro, gdy przyszłość, zbyt niepewna,

zmieni się w dzisiaj,

ta szczera modlitwa dosięgnie Nieba,

a my obudzimy się ze snu życia,

by spojrzeć na siebie ostatni raz.

Różnica między snem a rzeczywistością

Alek rozejrzał się po pokoju, nieświadomie obracając w dłoniach nóż. Sam nie wiedział po co to robił, w końcu to był jego pokój, jego piwnica w której miał sanktuarium. Obraz tego miejsca miał wyryty pod powieką.

Ciche westchnienie, wydarte z rozchylonych ust, wyparło ciszę zalegającą w kątach pomieszczenia. Przy niewielkiej ilości ulicznego światła sączącego się przez szpary między ciemnymi kotarami lekko błyszczały dwa mokre ślady na jego policzkach.

Alek znowu zwrócił swoje brązowe oczy na trzymane w dłoniach ostrze. Hartowana stal, którą sam kilka dni temu naostrzył, kiedy poprosiła go o to Anka, jego starsza siostra, błyszczała grożnie, ale kusząco.Ostrożnie, nie chcąc pokaleczyć sobie palców, zaczął bawić się nożem, odbijając żółto-pomarańczowe światło latarnii świacącej na zewnątrz.

Przez jego podświadomość przemknęło szybko nic nieznaczące pytanie o czas. No bo co znaczył czas owbec największej tragedii w życiu?

Alek potrząsnął głową. Nie, on nie będzie płakał. Niezależnie od tego jak bardzo to bolało, on nie uroni już żadnej łzy. Nie będzie miękki. Bo w końcu tak widziani sa tacy jak on. Jako choroba, zniewieściali mężczyźni, co płaczą z byle powodu.

Nie, on taki nie jest. Nie jest, nie był i nigdy nie będzie, cokolwiek myślałoby sobie sądziłby Ikar.Alek prawie się zadławił powietrzem na myśl o swoim przyjacielu. Poprawka, dawnym przyjacielu. Po dzisiejszym pewnie nie będzie chciał go znać. Nie pozwoli mu niczego wyjaśnić, wytłumaczyć. Bo po co?

W końcu Alek zawiódł jego zaufanie, jego i całej ekipy.Wszystkich po kolei...Mili, Hany, Ravena, Zazela, Rafa...nie wspominając już o Ikarze. On zobaczył to wtedy w oczach drugiego chłopaka, zobaczył to...

Alek zauważył, że zajączek jakiego odbił na ścianie się trzęsie. Nie wiedział dlaczego. Dopiero po chwili dotarło do niego, że to on sam przechodzi te niekontrolowane drgawki.

Wysilił się na spokój, chociaż tlko pozorny, zewnętrzny. Był w końcu aktorem. Nie zdołał tylko opanować rąk.

Ikar...Kiedy myślał o swoim najlepszym przyjacielu, swoim bracie, swojej duszy i swojemu sercu, stawał mu przed oczami zawsze ten sam obraz.

Czarne, lekko kręcone włosy, ładna, blada cera i usta rozciągnięte w wiecznym uśmiechu. Owalna twarz i wysokie kości policzkowe. Nieregularne brwi jak łuki nad oczami, zawszew swojej szarości czymś rozbawionymi lub przejętymi. Tak bardzo ekspresywnymi.

Jego oczy rzeczywiście były oknami do jego duszy. A to co w mich dzisiaj zobaczył...zabolało. Ten gniew, złość, poczucie zdrady sprawiły, że chciał umrzeć, wtedy, dokładnie w tamtym momencie... żeby tylko nie musieć patrzeć więcej w te oczy, te oczy które mówiły tak wiele...za wiele.

Ale nie, ty musiałeś to zrobić, co Alek? I co z ciebie za aktor, co? Żaden. Zresztą po dzisiajeszym to i tak już nie ma znacznia. Nie masz co śnić, żeby przyjęli cię z powrotem. Myślisz, że będziesz w stanie spojrzeć w oczy Ikarowi? Naprawdę?

W takim razie tylko się oszukujesz.

Wiem, ja wiem. Jestem, cholera, głupszy niż zawsze sądziłem. Sam siebie nie mogę nawet do niczego przekonać...a co dopiero innych.

Ikar napewno nie będzie chciał mieć ze mną nic do czynienia, nic wspólnego. Nawet kółka teatralnego, które przecież razem zakładaliśmy.

Ale, chłopie, czegoś ty się spodziewał, do jasnej cholery? Pocałowałeś go do...tak, pocałowałeś!

Nic więcej!!! A on...on na mnie popatrzy jakbym...jakbym był najgorszą zarazą tego świata!!! A nie jestem!! Do cholery, nie jestem!!!!!!!

To nie moja wina, że w tym poronionym świecie zakochałem się w najlepszym przyjacielu!!!! TO, k..., nie moja wina!!!!!!!! Ja tego wcale nie chciałem!!!!!!!!!!!!!!!

Ale teraz i tak wszystko stracone...bo on nie potrafił się powstrzymać, ukryć swoich uczuć. Nie, on musiał pocałować Ikara.

A potem Ikar go walnął, tak mocno go spoliczkował, że Alek się prawie przewrócił. I on wtedy zerwał się do biegu, uciekł z podkulonym ogonem zostawiając większość rzeczy u stóp drugiego chłopaka.

Cały czas siedział w swoim kostiumie. Nie pomyślał o tym, żeby się przebrać kiedy zdyszany dotarł do domu, a teraz nie miało to już znaczenia.. Było mu już naprawdę wszystko jedno. Mógł umrzeć w stroju boskiego Apolla.

Chociaż nim nie był. Może...może gdyby lepiej grał swoją życiową rolę, partię Aleka, Aleskandra Darskiego, to Ikar...To Ikar by go tak nie potraktował. To by go nie nienawidział. To on sam byłby teraz w stanie spojrzeć przyjacielowi w oczy. To dalej wystawialiby razem sztuki na szkolnej scenie i...dalej słychałby jak Ikar nażeka, że Jula za nim łazi, a Kamila, Mila, nie zwraca na niego uwagi.

Gdyby wiedział...bo Mila była poprostu zbyt dobrą, zbyt lojalną przyjaciółką, zbyt cudowną dziewczyną, żeby dać się Ikarowi...

Bo Mila wiedziała. Chyba od początku. Potem on sam do niej przyszedł, kiedy musiał z kimś porozmawiać. I ona mu pomagała, robiła dla niego co mogła, żeby tylko był szczęśliwy, zeby tylko był blisko Ikara...Jego kochana Mila, Artemida, jego siostra na scenie i pokrewna dusza na codzień.

Kiedy go tego wieczora malowała przed spektaklem, zażartowała, że powinien był urodzić się dziewczyną, był taki ładny. Wtedy wszystko byłoby prostsze. Anka miałaby siostrę, Mila przyjaciółkę, a Ikar...on miałby dziewczynę ze snów.

Ale życie nie układa się tak, żeby nam było wygodniej żyć, Alek przekonał się juz o tym dawno. Chociażby studiując antyczne tragedie. I on, głupim zrządzeniem losu, musiał urodzić sie facetem. Który malował sobie rzęsy i czasami używał czarnego cienia do powiek.

Kiedyś mu się sniło, że był dziewczyną. W jego śnie wszystko pozostałe było dokładnie takie samo jak w rzeczywistości. Mila, Hanka, Raf, Zazel...I Ikar, piękny Ikar, który wcale nie był taki znowu przystojny. Ikar, który go też kochał.

Wystawialiśmy „Romea i Julię". Ikar był naturalnie Romeem, a Mila oddała mi rolę Julii. Byliśmy szczęśliwi, szepcząc sobie słodkie słówka. Kiedyś coś źle zagraliśmy, zawsze mogliśmy to powtórzyć, aż było dokładnie tak jak chcieliśmy. Idealnie.

Śnił ten sen jeszcze potem, kilkakrotnie, z ta tylko mała różnicą, że wrócił do swojej normalnej, niewysokiej postaci. Męskiej.

Usuwał wtedy szczegóły, fragmenty, które nie pasowały, jak głęboka religijność Rafa i Hany, ich potępienie dla gejów, lesbijek, ich ostre słowa, krytyczne oceny.

Wciąż miał w pamięci jeden z ich dialogów.

-Ale co z homofobami? Nie znoszę homofobów.

-Wiemy. Ty, Mila, praktykujesz tolerancję.-Raf uśmiechnął się lekko.-Ale ja uważam,że homoseksualizm to choroba, psychiczna, ale choroba.

-No, takich ludzi trzeba leczyć, może nawet w psychiatryku.-Hana pokiwała głową.

Mila, siedząc obok mnie, ścisnęła pod stołem moją rękę. Chciała mi dodac otuchy. Może jej się udalo, może czułem się mniej parszywie. Ale wciąż fatalnie.

Znamienny był fakt, że Ikar zaczynał stopniowo przechylać się na ich stronę. Nie otwarcie, ale to już nie było to samo hasło tolerancji dla wszystkich co wcześniej.

On mógł kształtować rzeczywistość.

Ostatni raz ten sen śnił poprzedniej nocy, a widział wtedy siebie i Ikara razem, na randce, w jakiejś kolejnej kafejce.

I nie było tam żadnych rasistowskich poglądów, homofobii, fanatuzmu religijnego...Nikt nikogo nie wyzywał od cholernych młokosów, pedałów, idiotów, ignorantów, grzeszników idących prosto do piekła, czy wręcz antychrystów tylko dlatego, że kochał innego mężczyznę, tylko dlatego, że nie uznawał formy jaką przyjął kościół katolicki.

I nie było tego gdzieś głęboko zakorzenionego poczucia winy, uczucia,że jest dziwolągiem i wybrykiem natury, tak jak zawsze mówiono.

Było za to szczęście.

Ale po wydarzeniach tego wieczora on już nie mógł, nie potrafił grać, nie potrafił udawać a już z pewnością nie bez tego snu. A nie mógł go śnić wiedząc co czuje Ikar. Poprostu nie mógł.

Już nic nie będzie takie jak było. Tak idylliczne. Nigdy. Chociaż nigdy to wiecznie, a nic nie trwa wiecznie.

Alek, bawiąc się nożem, musnął ostrzem nadgarstek. Potem drugi. Niezbyt głęboko, ale w kilku miejscach. Taki teatralny gest.

Nawet nic nie poczuł. Nóż musiał być wyjątkowo ostry.

Popatrzył na trzymane na dłoni małe pastylki. Sen. Może nadejdzie. Połknął, popijając lampką wina ze zbioru ojca.

Westchnął lekko. Ręce przestały mu się trząść. I zrozumiał. Zrozumiał swój błąd i różnicę, tę esencjalną różnicę między teatrem, gdzie każdą scenę można powtórzyć, snem, gdzie wszystko można zmienić...

Alek zapadł się głębiej w łóżko, przymknął oczy. Usłyszał jeszcze tylko dźwięk otwieranych drzwi. Uśmiechnął się lekko. Mila.

...a życiem. Bo sen można wyśnić jeszcze raz, każdą sztukę zagrać powtórnie, ale życie...

...ale w życiu...w życiu...w życiu...

Różnica między życiem a rzeczywistością

Mila po mału opadła na podłogę. Kolana się pod nią ugięły, nie miała nad tym żadnej kontroli. Wzrok miała cały czas utkwiony w jednym punkcie, a raczej na jednej postaci.

Alek.

Jej Alek. Jej ukochany, cudowny Alek. Tak cudownie utalentowany aktor o powierzchowności księcia z bajki. jej najstarszy, najlepszy i najwierniejszy przyjaciel.

Martwy.

Wyciągnęła drżącą rękę i dotknęła stygnącego policzka. Poczuła coś wilgotnego na twarzy. Ocierając policzki drugą ręką zauważyła, że to łzy. Płakała.

Tylko Alek był w stanie ją zmusić do płaczu. Nawet teraz po śmierci. Tylko on.

Tej sztuki nie opanował nawet Ikar, tak znany z tego, że może wywołać u człowieka każdą emocję, nawet łzy.

Ikar. Następny aktor. Ich najlepszy przycaciel. Jedyna miłość Aleka. I powód dla którego tu leżał, jeszcze taki ciepły, choć z każdą upływającą sekundą coraz zimniejszy.

Ikar. Wcale nie był taki przystojny...bynajmniej. Alek stanowił za to ucieleśnienie marzeń. Wysoki, smukły, o długich kasztanowych włosach i szlachetnych rysach, i boskim uśmiechu. O cudnym głosie, który lekko chrypiał i oczach, w których palił się zawsze ognik pasji, pasji życia. Do dzisiaj. Obaj byli jej przyjaciółmi, ale to Alek znał sekrety jej duszy, tak jak ona znała jego.

Kiedyś, wydawałoby się, że dawno temu, powiedział jej o Ikarze. I przeprosił, przeprosił!!, bo jak twierdził wiedział, że ona też go kocha. on nic nie rozumiał. Bo Mila kochała ich obu. I Ikara i Alka. Nawet jeśli każdego z nich inaczej.

A dzisiaj, a może już wczoraj?, Ikar powiedział jej co się stało. Co Alek zrobił.

Mila znała Aleka, znała go lepiej niż ktokolwiek i dlatego wiedział do czego był zdolny, co był w stanie zrobić. Przybiegła najszybciej jak mogła.

Ale i tak za późno. Alek miał swój pokój w piwnicy domu, z własnym wejściem i kluczami. W dowód zaufania dał jej kiedyś klucz. Weszła.

A teraz siedziała na podłodze, pokrytej dywanem, który wspólnie wybralii wypłakiwała swoją duszę, ich przyjaźń i dziwaczną miłość jaka ich łączyła.

Otarła łzy, kolejny, niezliczony już raz, i przysunęła się bliżej. Alek leżał na boku, wyglądał jakby spał, jego ciepłe,brązowe oczy zamknięte.

Klęczała praktyczie tuż przy lóżku, objęła przyjaciela i łkała, nie mogąc już dłużej się powstrzymać. Łzy spływały jej po policzkach, zostawiając błyszczące, lekko czarne ślady, zabarwione tuszem do rzęs.

Boże, jak ona chciała, żeby on otworzył oczy, żeby te jego śliczne, ciepłe, bursztynowe oczęta popatrzyły na nią ...tak spokojnie jak zawsze patrzył. Żeby spojrzał na nią w ten sposób, tak jakby wiedział, pamiętał wieki przed jej narodzeniem, z tą nutką smutku, pełen spokoju.

Jak ona chciała, żeby on tak na nią popatrzył...

-Alek...-jej głos był chrypiący, zdławiony, drżący. Ledwo była w stanie się rozpoznać.-Alek, dlaczego...dla-dlaczego...-praktycznie nie mogła wydobyć słowa ze ściśniętego gardła, nawet tego szeptu.-Alek...jak...ja-ak mogłeś? Zostawić mnie tu-u?

Nie będąc w stanie nic więcej powiedzieć, tylko wtuliła mocniej twarz w jego pierś, mocząc białą tunikę Apolla i niebieskie jeansy zwykłego nastolatka.

Jakże to do niego pasowało...To był cały Alek...zupełnie jak młody, grecki bóg, a jednocześnie tak normalny...tak cudownie zwyczajny.

Dlaczego oni go jej odebrali? Czemu zabrali jej jej serce, uśmiech i duszę? Swoją ignorancją, nienawiścią, brakiem zrozumienia...odebrali jej Aleka.

Bo on był zbyt wrażliwy, zbyt cudowny i wyśniony by mógł żyć w tym świecie szczęśliwy...Zbyt mocno kochał, za bardzo mu zależało...

Może jej też? Może jej też za bardzo zależało, więc nie porozmawiała z Ikarem...nie powiedziała mu...nie była w stanie zatrzymać Aleka...Może poprostu nie kochała go zbyt mocno? Może to nie było wystarczające? Może to jej nie zależało wystarczająco mocno? Może ...

Jej ciałem tragnęły dragwaki i jeszcze mocniej zacisnęła pacle na ubraniu Aleka.

Może...może to była jej wina? Bo nie potrafiła mu pomóc? Bo nie potrafiła wyznać Ikarowi prawdy...bo nie była w stanie przewidzieć reakcji Aleka...bo nie kochała go odpowiednio mocno...bo ona jemu nie wystarczała...

-Alek...

Cała drżąc, podniosła głowę. Na ścianie wisiało powiększone zdjęcie ich grupy, ona, Alek i Ikar w samym środku, obejmując się, szczęśliwi, uśmiechnięci.

Nowa fala łez napłynęła jej do oczu. Ikar...ona musi...obeicała...musi powiedzieć...komuś...komukolwiek...Ikarowi...Alek...Wciąż na kolanach podczołgała się do szafki nocnej na której stał telefon. Sięgnęła po słuchawkę.Alek...Oparła się o tapczan na którym tak spokojnie, śniąc wieczny sen, leżała, lekko uśmiechnięta jej bratnia dusza.

Alek...

Różnica między uczuciem a śwaidomością

Ikar stał jak osłupiały na śniegu. Podświadomie zauważył, że znowu zaczęło padać. Śnieg. Taki biały, lekki, jak puch zakrywał po mału porzucone przez Aleka rzeczy.

Chłopak wciąż patrzył się na chodnik, którym odbiegł jego przyjaciel.

Myśl o Alku jakby go wyrwała z letargu, zauważył jak bardzo zimno jest teraz na dworze. Zamrugał kilkakrotnie.

Podnosząc z ziemi rzeczy zarówno swoje, jak również Aleka, odepchnął od siebie myśli o przyjacielu z całą siłą.Nie chciał tera o tym myśleć, o jego czynach i implikacjach tego co zrobił. Nie wtedy kiedy razem z Milą powinni świętować sukces ich przedstawienia. Nie teraz.

Jakiś ruch z boku zwrócił jego uwagę. Zobaczył Milę stojącą spokojnie i pocierającą ramiona. Podeszła do niego, kiedy zauważyła,że na nią patrzy. Jej wzrok był pytający, jakby upewwniała się, że to co zobaczyła było prawdą. Jakby nie była w stanie uwieżyć, że uderzył Aleka. Szczerze mówiąc, on sam ledwo był a stanie w to uwierzyć.

-Czemu?-proste, ktrótkie pytanie. Takie na które trudno było mu odpowiedzieć.

-On...-zawachał siś na moment...może to był wstyd? że dał się tak zaskoczyć? Podejść? Może strach? Że zostanie źle oceniony? Że Mila go wyśmieje? Wyzwie od zboczeńców? To była Mila na litość boską!-On...on mnie pocałował.

Oczy dziewczyny rozszerzyły się ze zdumienia, dłońmi zakryła usta. Jakby była przestraszona, może trochę zdziwiona. Jakby się tego nie spodziewała, chociaż jej to nie zaskoczyło.

Rozejrzała się nerwowo wokół, aż jej wzrok padł na wciąż widoczne slady butów Alka. Odwróciła głowę, patrząc gdzie znikają.

-Ja...ja muszę...iść. Już. Teraz.

Szybko, zanim zdołał zareagować, zerwała się do biegu, podążając śladami Alka. Rzuciła jeszcze tylko przez ramię jedno spojżenie i krótkie słowo „zadzwonię!" i już jej nie było.

Zastanawiał się o co właściwie chodziło. O co chodziło Mili...czemu tak nagle uciekła? Chyba się nie bała? Bo czego?

Pokręcił głową. To była Mila.

Po mału zebrał i otrzepał ze śniegu ich rzeczy, a następnie skierował się do domu. Może Mila zadzwoni i on wreszcie dowie się co się tak właściwie działo.

I dlaczego Alek...właśnie, i dlaczego Alek.

Jakaś część jego mózgu, chyba ta najgłupsza, wciąż czuła na ustach ciepło oddechu drugiego chłopaka, uczucie towarzyszące zetknięciu się ich ust, emoje jakie zdradził ten kontakt.

Ale on czuł też z drugiej strony coś, co nie było przyjemne, w najmniejszym stopniu. Bo on czuł strach, strach i obrzydzenie...odrzuciło go. Bo on nie mógł delektować się tym kontaktem, cieszyć się nim. Bo przecież nie był gejem. A tylko oni całują się z innymi facetami i to lubią.

Więc jakim prawem jakiś facet, nawet jego najlepszy kumpel, próbował go pocałować, jeszcze z języczkiem na dodatek!

Nie, nie ma mowy. On uwielbiał Alka, kochał go niemalże, ale nawet jemu nie pozwoli robić czegoś takiego.

Bo, jak już wspomniał, nie był gejem. Nie był jednym z tych zniewieściałych, mówiących wysokim, podbitym głosikiem kolesi, z których tyle razy stroił sobie żarty z Rafem czy Zazelem.

Ale Alek...

Ikar westchnął.

Alek to była zupełnie inna sprawa. Bo Alka właściwie nikt nie traktował jak zwykłego nastolatka. Bo jego nie dało się tak traktować. On poprostu nie był zwyczajny. Rówieśnicy go podziwiali, starsi słuchali z uwagą, młodsi widzieli w nim przykład, wzór do naśladowania, kogoś, kogo marzenia się spełniały.

Ikar też był popularny, jak cała trupa, znany w szkole dzięki przedstawieniom, które wystawiali. Ale Alek...

Kiedy Alek się śmiał, nawet tylko uśmiechał, cały pokój wydawał się jaśniejszy, życie przyjemniejsze. Jeżeli spojrzał na ciebie, tak spokojnie, zwyczajnie, to mogłeś utonąć w bursztynowym morzu, jakże spokojnym, zwyczajnym, ciepłym...pięknym.

To był Alek, zawsze troszczący się o innych, poświęcający całą uwagę i siły na czekające go zadanie.

Alek, który zawsze się uśmiechał, delikatnie, jakby dobrze się bawił, jakby coś go przed chwilą rozbawiło, ale nie chciał dać znać co takiego. Ten sam Alek był w stanie doprowadzić ich dyrektorkę do łez, kiedy tylko wchodził na scenę.

Był w stanie wywołać uśmiech na jego twarzy, kiedy zostawiła go Ala, jego największa, najgorętsza miłość.

Zerwał się wtedy z lekcji, a potem koła teatralnego, dwa dni pod rząd, tylko po to, żeby przyjść do niego do domu i posiedzieć z nim, porozmawiać...nawet jeśli Ikar na niego wrzeszczał, wyklinał, wyganiał...Alek tam był. Nie próbował go pocieszać, nie zaoferował żadnych banalnych, pustych obietnic, typu „czas uleczy rany" czy „nie zasługiwała na ciebie". Ale on wtedy leczył jego serce. Właśnie tym.

Alek poprostu był. Był dla niego, pozwolił mu się wypłakać, wykrzyczeć , wyżalić...

Alek...

On był zawsze. Odkąd Ikar pamiętał Alek zawsze tam był, w jego życiu. Stanowił integralną część samego Ikara...jego duszę.

Stanowił powód, dla którego nie rzucił się kiedyś z mostu, dla którego postanowił wtedy żyć. To dla Alka przeżył, kiedy niczego bardziej nie pragnął niż umrzeć.

A teraz on zrobił mu coś takiego! Pocałował go do cholery! Pocałował! Innego faceta!! Przecież Alek nie był gejem...Alek był taki jak on...normalny...

...hetero...

Fakt, Alek był zawsze trochę inny...delkatniejszy, wrażliwszy...ładniejszy...

CO?! Skąd, do janej cholery sie to wzięło?! Alek ładny? Alek był jego przyjacielem, nie jakąś laską do oceny!!

Alek i on są hetero...oni są...więc czemu on to mu zrobił? Jeżeli to był dowcip, to zdecydowanie nieśmieszny...i w kiepskim stylu...Nie, to było absolutnie nieśmieszne.

Nawet Raf by się z tego nie śmiał. Raczej skrzywiłby się z obrzydzeniem. Raf nie lubił homoseksualistów.

Bo to nie było śmieszne. Ale on wiedział, że alek nie ma takiego głupiego poczucia humoru... Bo nie ma.

Ikat otworzył drzwi wejściowe od mieszkania i zastrzasnął je za soba piętą. W całym domu było ciemno, bo jego rodzice mieli iść na jakieś przyjęcie zaraz po przedstawieniu.

Westchnął i przeszedł do swojego pokoju, zdjąwszy buty i kurtkę.

Usiadł na łóżku, a onok położył niesione rzeczy. Większość była Alka. Westchnąwszy raz jeszcze, Ikar oparł sie o ścianę. Jego wzrok padł na wprost, gdzie wśród bieli farby wyrózniało się zdjęcie, znacznie powiększone, ich trupy teatralnej.Na samym środku stali on, Mila i Alek. Mila była przytulona do Alka, ale drugą ręką obejmowała Ikara. Alek miał rękę przerzuconą nad ramionami dziewczyny. Jedna rzecz zwróciła w tym momencie jego uwagę. Było to coś, co dotychczas zawsze mu umykało, kiedy patrzył na zdjęcie. Dłoń Alka dotykała jego szyji, a między palcami miał kosmyk czarnych włosów Ikara.

Co do...?!

Alek? Więc on nie żartował? On go pocałował tak...tak na serio? Ale...ale...ale to niemożliwe! No bo to przecież Alek...

Jego myśli poleciały chaotyczną spiralą, w której nic nie miało sensu. Nic, absolutnie nic.Bo dlaczenigo by Mila tak zareagowała? I natychmiast gdzieś pobiegła? Dlaczego Alek tak uciekł? O co mu właściwie chodziło? Co chciał mu pokazać? Bo jeśli...

...bo jeśli Alek rzeczywiście coś do niego czuł, to on...

Ikar zaczął kląć, cicho, gwałtownie, ale dobitnie.

Bo jeśli Alek chciał mu tego wieczora pokazać co do niego czuł, to Ikar...to on zachował się jak ostatni drań. Najgorszy możliwy s... bo jakim prawem on uderzył Alka? Jak mógł to zrobić swojemu najlepszemu przyjacielowi?

Wtedy pożałował tego co zrobił. Do tej pory nic nie rozumiał, był zły, ale teraz... Bo on przecież musiał zranić, jakże delikatne, uczucia Alka. A on nidgy nie chciał go skrzywdzić. A zrobił to w każdym możliwym sensie. Bo jego przyjaciel nie rozdawał swojego zaufania ot, tka...nie zajmował się pierwszym lepszym nieznajomym, nie pomagał każdemu pakującemu się w kłopoty idiocie...Nie, Alek tego nie robił, ale ufał, zajmował się i pomagał jemu. Uczucia Alka w stosunku do Ikar były tak pozytywne jak tylko mogły być...

...a on je zranił. I tego żałował...żałował jak cholera...

Poczuł cos ciepłego na policzku. Kiedy go wytarł, zobaczył że to łza.Uśmiechnął się lekko, gorzko-słodki uśmiechem. On nie płakał od bardzo, bardzo dawna. Ale Alek z każdego wydobywał najbardziej skrajne reakcje i ukryte emocje.Jak dziś wieczór u niego...Z tym, że Ikar żałował tej emocji, która zrodziła jego gwałtowna reakcję, która zraniła uczucia Alka.

On do niego jutro pójdzie. Odwiedzi swojego przyjaciela. Postara się wszystko naprawić...zrobi wszystko, żeby Alek mu wybaczył, żeby znowu zobaczyć ten skąpy uśmiech. Absolutnie wszystko.

Bo on uwielbia Alka...Ikar właśnie zdał sobie sprawę z tego prostego faktu.On zwyczajnie nie potrafił żyć bez tego chłopaka, swojej duszy...i swojego serca.

...ale to jutro. Jutro on wszystko naprawi. Jutro wszystko znowu będzie tak jak dawniej...

-Drrrrryyn...drrrrryyyyyynnnnnn...drrrrryyyyyynnnnnnnnn!!!!!


wszelkie komentarze bardzo mile widziane
Favorite : Story Author   Follow : Story Author

  .    .