LAJAWARSI: PLANETARNA WYPRAWA by GreatMarta

Rozdział 1 –Kłopoty w rodzinie imperatorskiej

Na powierzchni Laji można wyróżnić trzy kontynenty: wschodni, zachodni i środkowy. Dynastia Lajów upodobała sobie środkowy. Stanowił umowne centrum imperium, tam właśnie wybudowała sobie pałac.

Pałac który teraz oglądamy to już któryś z kolei. Jest ogromny, składa się z 2166 pokoi. Liczy sobie nieco ponad 200 lat. Konstrukcję jego w dużym uproszczeniu rozpisać można na podstawowe bryły geometryczne: sześciany i walce. Złożoną z różnorodnych kombinacji cementu, marmuru, żelbetonu i stali, poprzeplataną milionami kilometrów kabli i przewodów całość pokryto kaptynem, metalem mocniejszym od tytanu, mieniącym się wszystkimi kolorami tęczy, co czyni ją miłą dla oka i trudną do zdobycia. Ponadto twierdzę ów otaczają ogrody o łącznej powierzchni 111 ha. Zaopatrzona jest w stadninę jegazów, tor wyścigowy, osiem kortów tenisowych, boisko do piłki nożnej, cztery baseny w tym dwa kryte, lotnisko, a nawet w bazę statków kosmicznych. Słowem wszystko, o czym można zamarzyć. Oczywiście, życiodajnego prądu, utrzymującego architektonicznego molocha przy życiu, dostarcza prywatna elektrownia geotermiczna. W takim przepychu i luksusie nikt nie ma prawa być nieszczęśliwy. Ale, jak powszechnie wiadomo, imperator stoi ponad prawem.

Septemar Czwarty Srogi, ojciec przyszłego Janu Siódmego, był nieszczęśliwy. Ból ściskał jego serce, nieopisany smutek wypełniał go całego. Władca cierpiał. Cierpiał codziennie, nieustannie, opłakując zamordowaną w niewyjaśnionych okolicznościach żonę. Już rok minął, odkąd jej zwłoki znaleziono w ogrodzie, niedaleko jej ulubionej altanki. Rok minął, a on nie potrafił przeboleć straty. Stracił radość życia. Czuł się słaby na duchu, umyśle i ciele. A że imperator nie może okazywać słabości, cały smutek przekuwał w gniew, który najczęściej wyładowywał na swoim pierworodnym.

Już od najwcześniejszych lat Janu bał się ojca. Septemar niezwykle poważnie traktował misję wychowania przyszłego imperatora, tak więc trzymał syna żelazną ręką i nie szczędził mu wielogodzinnych kazań na temat przyszłych powinności, tudzież pasa i rózgi, nawet w przypadku najdrobniejszych przewinień. Imperatorowa nie pochwalała zbytniej surowości męża wobec dzieci. Dopóki żyła, książę mógł liczyć na jej wstawiennictwo. To właśnie ona podsycała ognisko domowe i dbała o dobre stosunki pomiędzy mężem i synami. Po jej śmierci wszystko się rozpadło.

Septemar ograniczył kontakty ze światem zewnętrznym do niezbędnego minimum. Rządził poprzez doradców i komputery. Synów nie widywał prawie w ogóle, a jeśli już wzywał ich do siebie to najczęściej po to, aby ich ochrzanić lub/i stłuc. Tak więc gdy pewnego wiosennego poranka posłaniec zawitał do komnaty księcia Janu, celem zakomunikowania, iż on i jego brat mają się niezwłocznie zjawić w sali tronowej, następca tronu bynajmniej się nie ucieszył.

Na chwilę przed zjawieniem się dostawcy hiobowych wieści, Janu siedział przy biurku i w skupieniu oddawał się obliczaniu pojemności zastępczej układu kondensatorów. Czynność ów zakwalifikowaćby można jako hobby młodego księcia, wziąwszy pod uwagę ilość czasu, który jej poświęcał: od 10 minut do 2, w porywach do 4 godzin dziennie, i to już od przeszło 4 lat. Jednakże stosunek Janu do kondensatorów, ich pojemności zastępczej jak i fizyki samej w sobie nie był nawet w najmniejszym stopniu pozytywny. Podobnie zresztą jak stosunek do całej reszty przedmiotów nauczanych w klasie maturalnej, do której uczęszczał następca tronu. Syn Septemara VI, nauczony myśleć przede wszystkim o obowiązkach, wolał nie ryzykować ukierunkowania swoich zainteresowań na jakąś jedną, konkretną dziedzinę, w obawie przed zaniedbaniem innych, nie mniej ważnych. Za zaniedbanie bowiem, wyrażone w ocenie poniżej czwórki, musiał odpokutować pod gradem słów krytyki z ust ojca, w akompaniamencie świszczącego w powietrzu pasa bądź rózgi. Uczył się więc wszystkiego, nie pozwalając sobie na wyrobienie własnego zdania na temat przyswajanego materiału. Strach przed karą tak silnie wpłynął na psychikę Janu, że chłopak zaczął obawiać się bezczynności. Bał się chwil, w których nie miał nic do roboty, żadnych notatek do przeczytania, obliczeń do wykonania czy chociażby ołówków do zatemperowania. Dlatego też niemal zawsze, gdy do starannie rozplanowanego książęcego grafiku wkradały się minuty nienapiętnowane zajęciami o charakterze pożytecznym, przyszły imperator wyciągał byle jaką kartkę, byle jaki przybór do pisania i zaprojektowawszy układ kondensatorów połączonych szeregowo i równolegle na wszelkie możliwe sposoby, obliczał jego pojemność zastępczą. Konkludując: wyniki Janu w nauce były odwrotnie proporcjonalną do radości, którą z nich czerpał. Ale nie martwił się tym. Do takiego stanu rzeczy przywykł i nie wyobrażał, a ściślej rzecz ujmując: nie śmiał wyobrażać sobie innego.

Uporawszy się z narzuconym sobie zadaniem, młody Lajanin spojrzał na ukochany zegarek marki Rajlej, który nosił na ręku. 7 minut i 14 sekund. Zmieścił się w dziesięciominutowej normie. Uradowany powyższym faktem wstał zza biurka i podszedł do okna, celem dotlenienia mózgu.

W komnacie Janu znajdowały się dwa biurka: nowoczesne i tradycyjne. Nowoczesne, wykonane z metalu i szkła, służyło do pracy przy komputerze. Zaopatrzone było w skaner i drukarkę laserową, a jego szuflady skrywały kolekcję encyklopedii multimedialnych, potrzebnych księciu do nauki. Do budowy biurka tradycyjnego wykorzystano jasne drewno sosnowe (co stanowiło awangardę, jako że szlachcice lajańscy preferują drewno orzechowe). Nad nim wisiała tablica korkowa, do której przybito kartki z wypisanymi wzorami matematycznymi, datami historycznymi, opisami epok literackich i innymi mniej lub bardziej użytecznymi notatkami. Przy tym biurku Janu rozpracowywał układy kondensatorów, pisał wypracowania i wykonywał wszystkie prace, do których nie potrzebował komputera. Przy tej samej ścianie co biurka stały dwie potężne półki z książkami, sięgające sufitu. Podzielone one były podobnie jak ich wyżej opisani poprzednicy: jedna przechowywała literaturę naukową: encyklopedie, podręczniki do przedmiotów ścisłych, przewodniki po roślinach i zwierzętach, a druga epikę, lirykę i książki historyczne. Każda z pozycji w księgozbiorze musiała posiadać wartości dydaktyczne. Książę z zasady nie czytał fantastyki, romansów, horrorów, literatury młodzieżowej i komiksów. Szkoda mu było czasu na gnioty, które równie dobrze mogłaby napisać wytresowana małpa.

Idąc nieco dalej wgłąb komnaty natkniemy się na obszar ograniczony dwiema zaokrąglonymi sofami, podbitymi cętkowaną skórą o barwie ognia, zdartą z merozi. Pomiędzy sofami stał fotel, również z mamerutu, naprzeciw fotela długi, zaokrąglony stół ze szklanym blatem, a jakieś 5 metrów dalej krystaliczny ekran o wymiarach 120 na 200 cm. Z obu stron ów skromnego telewizora postawiono szklane szafki na płyty DVD. Rzecz jasna, książęca filmoteka, analogicznie do biblioteki, składała się wyłącznie z filmów dokumentalnych, naukowych, historycznych oraz ekranizacji lektur.

Gdybyśmy zechcieli zajrzeć jeszcze głębiej, mijając drzwi prowadzące po prywatnej łazienki i garderoby następcy tronu, odkrylibyśmy strefę sypialną. Mieściło się w niej jedynie książęce łoże, w którym spokojnie mogłyby się wyspać swobodnie rozciągnięte trzy osoby, z którego jednak korzystał wyłącznie jego właściciel. Raz na jakiś czas ktoś życzliwy (prawdopodobnie ojciec) zostawiał na łożu przyszłego imperatora prezenty pod postacią młodych, skąpo odzianych kobiet, jednak Janu zawsze i niezmiennie wypraszał powyższe (kulturalnie, bo jakże inaczej) za drzwi.

Lajanie przeważnie rozpoczynali miłosne podboje wcześnie. Zarówno mężczyźni jak i kobiety tracili cnotę najczęściej do 18 roku życia, w 20 rok życia wkraczały śladowe ilości osób czystych, a znalezienie prawiczka bądź dziewicy w wieku powyżej 25 lat graniczyło ze znalezieniem zarodka słonia w puszce coca coli. Janu, który pierwszy raz, a nawet pierwszy pocałunek miał jeszcze przed sobą, zaliczał się do bardziej opornej mniejszości. Nie miał z tego powodu kompleksów. W byciu prawiczkiem trapiła go jedynie konieczność samodzielnego pozbywania się nadmiaru materiału genetycznego. Pomimo świadomości, iż proces ów to zupełnie normalna sprawa, Janu okropnie wstydził się białych, lepkich plam, które po przebudzeniu się znajdował na kroczu od piżamy.

Zaczerpnąwszy świeżego powietrza, następca tronu już miał na powrót zasiąść do obliczeń, gdy drzwi do komnaty otworzyły się i do środka wkroczył posłaniec. Pokłoniwszy się w pas księciu, oznajmił, co następuje:

- Wasza wysokość. Jego imperatorska mość Septemar IV życzy sobie widzieć waszą wysokość oraz młodszego księcia, najszybciej, jak to możliwe.

- Rozumiem. - odrzekł Janu, opanowując nerwy - Możesz odejść. Poinformuję młodszego księcia osobiście. - posłaniec pokłonił Sie ponownie, po czym opuścił komnatę. Janu westchnął ciężko. Przeglądając w głowie swoje wspomnienia z ostatniego tygodnia, celem wyłapania czegokolwiek, co mogłaby rozgniewać ojca, pospieszył do komnaty brata. Przecież zachowywał się nienagannie. Może to Septę coś namieszał? Pełen obaw, starszy książę otworzył drzwi komnaty, z której dochodziły rockowe brzmienia.

Jeśli w gronie czytelników znajdują się osoby, które spodziewały się zastać za tymi drzwiami drugiego wrażliwego dżentelmena, muszę je rozczarować. Książę Septę, piętnastoletni brat Janu, miał z nim wspólnych chyba tylko rodziców. Bracia różnili się we wszystkim. O ile Janu, trzymany twardą ręką, dość szybko nauczył się odpowiedzialności, sumienności i opanowania, o tyle Septę, żyjący pod o niebo mniejszą presją, wyrastał na hałaśliwego, roztrzepanego urwisa. Młodszy książę uwielbiał dyskoteki, głośną muzykę, wyzywające ubrania, komiksy, wszystko to, od czego stronił jego brat. Pomiędzy imperatorskimi synami trudno było się doszukać chociażby podobieństw fizycznych. Janu miał żółtą sierść i czarne włosy, po matce, a jego oczy były złote, po ojcu. Sierść Septęa była brązowa, jak u ojca, włosy rude w irokeza (najprawdopodobniej po dziadku), a oczy brzoskwiniowe. Janu miał gruby, garbaty nos, mocno zarysowaną szczękę i kości policzkowe oraz głęboko osadzone, przenikliwe oczy. Twarz jego brata była bardziej pociągła, świeższa, o ostrzejszych rysach, prostym nosie i dużych, żywych oczach. Starszy książę odznaczał się szczupłą, wręcz za szczupłą figurą, młodszy natomiast był krępy i nie narzekał na wystające żebra. Ponadto, w przeciwieństwie do swojego nad wiek poważnego brata, zawsze był pełen energii, której właśnie dawał upust, tańcząc po zasłanej komiksami, brudnymi ubraniami i wszelkiego rodzaju śmieciami podłodze, drąc się w niebo głosy.

- To wszystko Lajanie! To wszystko to my! Janu, rusz się no! - zauważywszy starszego księcia, Septę porwał go do tańca. Janu ostro oporował, usiłując przekrzyczeć magnetofon brata, z którego na cały regulator ryczał Frutelo Vega.

- Septę!

- Bo nigdzie nie będzie lepiej!

- Młodszy książę!

- Niż tu, u nas!

- Posłuchaj mnie!

- Bo w naszym imperium! - zdenerwowany Janu zdołał się wyrwać z rąk brata i doskoczyć do magnetofonu - Wszyscy rodzą się! - nie zważając na odcięcie źródła podkładu muzycznego, Septę dośpiewał ostatnie linijki acapella - By żyć i umrzeć za Laję! Hahah! Najnowszy kawałek Fruta! Ekstra, co?

- Ojciec nas wzywa. - oznajmił Janu grobowym tonem. Dobry humor Septęa wyparował jak płatek śniegu rzucony na rozgrzaną patelnię.

- Ojciec? Ale za co?

- To właśnie musimy ustalić. Czy zrobiłeś cokolwiek, co mogłoby go rozgniewać? - spytał podejrzliwie następca tronu.

- A gdzie tam! Nawet tą dwóję z literatury poprawiłem! - zaprzeczył młodszy książę.

- A na tej imprezie u Kudłatego...

- Podłe plotki! No zgoda, dziewczyny robiły striptiz, ale tylko do bielizny! I to nie prawda, że im płaciłem żeby mi obciągały, co najwyżej macałem tyłki, ale to wszyscy robili a one nie miały nic przeciwko! A jeśli chodzi o matkę Kudłatego...

- W porządku, zrozumiałem. - Janu uciszył brata gestem dłoni. Wolał nie wdawać się w szczegóły, które zapewne wywołały by u niego odruch wymiotny. - Czyli ojciec nie ma powodów, żeby nas wzywać. Niedobrze. - skonkludował, uciskając pieprzyk leżący na linii prawej brwi. Wspomniany pieprzyk trzymał się jedynie na cieniutkim pasemku, toteż jego właściciel poważnie rozważał usunięcie go. W ostatecznym rozrachunku decydował jednak, iż nie jest to dobry pomysł. Uciskanie pieprzyka działało na niego uspokajająco i pomagało uporządkować myśli. Było to bardzo pomocne, zwłaszcza w sytuacjach tak ekstremalnych jak obecna.

- Jak to niedobrze? Skoro nic na nas nie ma, to chyba właśnie dobrze? - zdziwił się Septę. Jako wyznawca optymizmu nie widział w wezwaniu ich przez ojca nic ekstremalnego, zwłaszcza jeśli, jak przed chwilą ustalili, nie zrobili nic, aby mu podpaść. Jego brat, jako przedstawiciel przeciwstawnego kultu: rozumu, wolał zakładać gorszą wersję scenariusza.

- Nie wiem jak ty, ale ja wolę wiedzieć, za co obrywam. - mruknął malkontentnie.

- Oj, nie bądź takim pesymistą. Chyba nie musi nas lać za każdym razem, jak nas wzywa, co? - to pytanie Janu pozostawił bez odpowiedzi.

- Weź się przebierz w coś porządniejszego i spotykamy się na korytarzu. - rozkazał, po czym wyszedł, aby samemu się przebrać. Imperatorowi nie wypada się pokazywać w niekompletnym stroju szlacheckim (Janu), ani tym bardziej poszarpanej koszulce z napisem ,,Pieprzyć szkoły" (Septę). Tak więc, dwie minuty później obaj młodzieńcy, w pełnym stroju oficjalnym, który obejmował: purpurową koszulę o szerokim, postrzępionym kołnierzu, szkarłatną marynarkę o złotych brzegach, z rękawami rozciętymi na wysokości łokcia, długie, skórzane rękawice koloru purpurowego z odciętymi palcami, szkarłatne spodnie z nogawkami rozciętymi na wysokości kolan i purpurowym paskiem o złotej sprzączce, złote podkolanówki rozcięte od strony łydek, purpurowe sandały na grubej podeszwie, których tylna część sięgała prawie do kolan, oraz sięgającą ziemi purpurową pelerynę, na której wyhaftowano złote i szkarłatne wzory, ruszyli na spotkanie z ojcem.

Sala tronowa bez wątpienia zasługuje na to, aby przyjrzeć się jej uważniej. Wysokość jej można porównać do wysokości czteropiętrowego budynku, szerokość i długość zaś do szerokości i długości boiska do piłki nożnej. Na co dzień znajduje się tu niewiele mebli. Jedynie w razie przyjęcia bądź balu służba, zgodnie z zaleceniami Hursa Nauk Artystycznych, wnosi na salę stoły i krzesła, tudzież montuje platformę dla kwartetu smyczkowego i wszelkie dekoracje dostosowane do sytuacji, liczby i miejsca gości w hierarchii oraz wielu innych czynników. Zresztą, cokolwiek by nie wnieść do środka, nie zdołałoby przyćmić piękna wielobarwnych, impresjonistycznych fresków pokrywających ściany wykładane masą ze smoczych kłów. Największym jednak atutem całego pomieszczenia pozostawał sufit. Sufit, bogato zdobiony mozaikami z kamieni szlachetnych, przedstawiającymi ważne wydarzenia historyczne. Na co dzień, gdy sala stała pusta, nie trzeba było nawet zadzierać głowy, by ów mozaiki obejrzeć. Działo się tak, ponieważ podłogę pucowano tak dokładnie, że odbijały się w niej obrazy z sufitu. Przez środek pomieszczenia biegł purpurowy dywan haftowany złotymi i błękitnymi wzorami. Widok całości zapierał dech w piersiach. Jednak pewien fragment tego pięknego pomieszczenia wyraźnie kontrastował z resztą.

Na końcu sali znajdował się skryty w mroku tron, na którym zasiadał srogi, lecz sprawiedliwy władca- Septemar. Imperator lajański, pan całej rasy. Imperator, któremu podlegają wszyscy zarządcy regionów, urzędnicy, fachowcy. Wszechpotężny, mogący decydować o losie każdej istoty na planecie. Dostojna postać, skryta w ciemności, w której dostrzec można jedynie jego wąskie, złote oczy.

W tej chwili jego samotność zostaje zakłócona. Wrota otwierają się i do środka wkraczają dwaj młodzieńcy. Złote oczy zwracają się w ich stronę. Niebezpiecznie poważne spojrzenie śledzi gości, powolnym krokiem zmierzających w stronę tronu. Obaj w oficjalnych, nie skażonych brudem szatach, wykonanych z najdelikatniejszych tkanin. Starszy, o złotych oczach pełnych niepewności, zadbanej żółtej sierści i czarnych włosach. Jego szyję zdobiła już krótka grzywa, a brodę lekki, nieregularny zarost. Młodszy z młodzieńców miał brzoskwiniowe oczy, w których widać było uwielbienie życia, brązową sierść i szaloną jak na jego stan płomienno rudą fryzurę w irokeza. Brak grzywy i zarostu wskazywał na wiek poniżej 17 lat.

Gdy książęta doszli przed tron, uklęknęli, chyląc czoła przed władcą. Po paru sekundach bezwzględnej ciszy, starszy z nich zabrał głos:

- Wzywałeś nas, ojcze.

- Istotnie. - odparł monarcha, świdrując przybyłych groźnym wzrokiem z mroków swego stanowiska. Nie patrząc na ojca, młody książę kontynuował, starając się nie okazywać zdenerwowania:

- Ośmielę się spytać o powód twej chęci zobaczenia nas.

- Naprawdę sądzisz, że muszę mieć powód, by ujrzeć mych synów? - ponury głos władcy wprowadzał raczej nienajlepszą atmosferę. Książęta bali się surowego ojca. Wiedzieli, że cokolwiek powiedzą, może zostać użyte przeciwko nim. Starszy był bardziej obyty z imperatorem od strony psychologicznej, nie chcąc więc narażać brata na ewentualny gniew powyższego, musiał toczyć tę batalię słowną sam.

- Znam cię, ojcze, i wiem, że nie zwykłeś czynić czegokolwiek bez przyczyny. - odważył się rzec. W napięciu oczekiwał odpowiedzi.

- Dobrze rozumujesz, synu. Rzeczywiście, chciałem się was o coś spytać. - odrzekł monarcha, nieco mniej ponurym akcentem. Synowie w nadziei podnieśli wzrok. Może tym razem rzeczywiście będzie milej niż zwykle?

- Janu... doszły mnie słuchy, jakobyś spotykał się z blokronówną Marają Enagot. Czy to prawda? - spytał łagodnie imperator. A jednak. Poruszył dość delikatny temat.

- Owszem, ojcze. Jednakże, spotkania nasze mają tylko i wyłącznie charakter naukowy. Pomagam jej w przygotowaniach do matury z historii. - wyjaśnił szczerze starszy książę.

- Czyli w dalszym ciągu nie znalazłeś sobie dziewczyny? - władca nie krył rozczarowania z odpowiedzi syna.

- Nie, ojcze. Jeszcze nie. - odpowiedział zgodnie z prawdą Janu, pewien iż w dalszej części rozmowy otrzyma napomnienie za obojętność wobec kobiet. Ojciec w jego wieku chodził już z trzecią dziewczyną i najwyraźniej tego samego oczekiwał od swojego pierworodnego.

- A ty, Septę? - Septemar zwrócił się do młodszego syna, milczącego do tej pory, w nikłej nadziei, że przynajmniej on spoważniał i zaczął patrzeć na przedstawicielki płci przeciwnej pod kątem partnerek do dojrzałego związku.

- Wciąż rozpatruję możliwości w tym temacie, ojcze. Nie chciałbym chyba jeszcze, oficjalnie wolę się nie angażować. Sam ojciec rozumie, ta cała odpowiedzialność... - Septę snuł rozległe wywody, a Janu łapał się w duszy za głowę. Tyle razy powtarzał bratu, że podczas rozmowy z ojcem trzeba odpowiadać krótko i treściwie, inaczej się denerwuje. I rzeczywiście, zdenerwował się, a zdenerwowanie swoje wyraził poprzez surową naganę:

- Nie możesz stale uciekać przed odpowiedzialnością, Septę. Jest ona nieodzowną częścią naszego życia. I zbliża się do ciebie coraz bardziej, czy tego chcesz, czy nie. Kiedyś będziesz musiał dorosnąć, mój synu. Zrozumże.

- Rozumiem, tato. - Septę spuścił wzrok. Janu na chwilę zrobiło się żal brata. Młodszy książę doświadczał co prawda dużo większych swobód od niego, ale za to nie posiadał w oczach ojca zbyt dużej wartości. Septemarowi nie podobała się infantylność i całkowity brak zainteresowania polityką drugiego syna. Septę nie zamierzał rozstawać się z dzieciństwem, wielokrotnie nie potrafił też dostosować się do dworskiej etykiety. Brak ,,żyłki szlacheckiej" zdradzał już we wczesnym dzieciństwie, przez co stosunkowo wcześnie zepchnięty został na dalszy plan. Imperator nie chciał tracić czasu na dziecko pozbawione potencjałów, tak więc skupił całą swoją uwagę na pierworodnym, bystrym i chętnym do nauki. Nie było to może zbyt uczciwe, ale synowie nie mieli do niego pretensji. Był imperatorem i stał ponad wszelkim prawem.

Widząc reakcję młodszego syna na reprymendę, Septemar zaniechał dalszego ochrzanu. Bądź co bądź, przemawiał teraz do najmłodszego z trojga swoich dzieci, nie rokującego zbyt pomyślnie na przyszłość potomka. Wiedział, że stawianie mu jakichkolwiek szczytnych wymagań mija się z celem.

- Synu - rzekł już spokojnie - Powinieneś się cieszyć. Wielokrotnie mniejsza odpowiedzialność ciąży na tobie, niż na twoim bracie. Janu zajmie kiedyś moje miejsce. On będzie musiał się zatroszczyć o nasz naród, ty możesz mu ewentualnie pomagać, służyć radą. Nie spadnie na ciebie powinność dbania o naszą planetę. Bądź więc kontent i podchodź do swoich obowiązków, które są niczym wobec obowiązków twojego brata, z większym optymizmem. Zrozumiałeś?

- Tak, tato. - potwierdził chłopak. Skończywszy z młodszym synem, na którego nie warto było marnować czasu, Septemar zwrócił się do starszego, w którym pokładał całą nadzieję, już ostrzejszym tonem.

- A czy do ciebie, Janu, docierają moje słowa? Czy dociera do ciebie ogrom twoich przyszłych obowiązków? Czy masz choć blade pojęcie, o imperatorskich powinnościach? - niepokój narastał w duszy księcia Janu. Te pytania słyszał już nie raz. Niezależnie od tego, na jaki temat by z ojcem nie mówił, ten zawsze znajdywał sposób, aby zejść na imperatorskie powinności. Wypowiadał wtedy wiele przykrych słów. Niekiedy na kazaniu się nie kończyło i w ruch szła rózga bądź pas. Janu drżał na samą myśl.

- Mówże! - warknął Septemar. Książęta położyli uszy po sobie.

- Wiem i rozumiem, ojcze. - słowa te przyszły przestraszonemu z trudem. Nie wystarczyły, by złagodzić gniew Septemara.

- Czyżby? Więc powtórz, o jakim obowiązku mówiliśmy miedzy innymi, w dzień po twoich osiemnastych urodzinach? - spytał imperator. Janu pamiętał tę rozmowę dobrze, mimo iż odbyła się aż pół roku temu. Ból po batach, jakie wówczas otrzymał, nie dawał mu zapomnieć. Septę z trwogą spoglądał to na ojca, to na brata. Nie lubił przyglądać się cierpieniu, a znał rangę ewentualnych konsekwencji. Janu przełknął ślinę. Odwagi, odwagi.

- O obowiązku kontynuowania tradycji. Związana z tym jest powinność pozostawienia po sobie potomka, aby nie wymarła dynastia. - wyrecytował. Dobrze wiedział, do czego zaraz przejdzie ojciec.

- Synu. Masz 18 lat, i wiesz, że sam potomka po sobie nie zostawisz. - rzekł imperator.

- No, chyba ze nauka pójdzie do przodu. - zażartował Septę.

- Zamilcz! - ryknął ojciec. Strach sparaliżował Septęa. Chciał pomóc, a dolał tylko oliwy do ognia. Bał się, że przez niego Janu oberwie. Gniewne spojrzenie złotych oczu ponownie skupiło się na starszym synu. Nastała chwila milczenia. Paraliżujący strach. Nagle, Septemar energicznie poderwał się z tronu. Janu przeraził się niemal śmiertelnie. Podczas takich poważnych rozpraw ojciec zwykle wstawał jedynie po to, by zadać mu razy. Książę skulił się i zacisnął zęby. Jednak zamiast dobyć narzędzia do chłosty, władca powiedział:

- Powstań, synu, jako i ja powstałem. - czyżby ojciec nie zamierzał go bić? Opanował się? Kto wie. Janu powstał. A ojciec podszedł do niego, wychodząc z cienia. W świetle nie wydawał się taki straszny. Liczył sobie 47 lat i prezentował się bardzo dostojnie. Starszy syn odziedziczył po nim garbaty nos, głęboko osadzone oczy, mocną szczękę i wyraziste kości policzkowe. Z tym że twarz Septemara była bardziej pociągła niż twarz Janu, a nos dłuższy (i zdaniem Janu, dużo subtelniejszy od jego własnego). Ponadto ciało dojrzałego Lajanina było ładnie umięśnione. Przynajmniej pod względem sylwetki genetyka skłoniła się w stronę drugiego syna, który odziedziczył zdecydowanie więcej cech mężczyzn z rodziny matki (chłopcy nie znali tejże rodziny zbyt dobrze, ale wierzyli matce na słowo). Septę i Janu coraz rzadziej widywali ojca w pełnej gali. Odkąd około rok temu, w niewyjaśnionych okolicznościach zamordowano ich matkę, Septemar zaczął odcinać się od świata. Ból po stracie żony zrodził w nim straszliwy gniew, który często skupiał się na Janu. Nie zmieniła się brązowa sierść, nie zmieniała się bujna, słoneczno-żółta grzywa, ale chłód, który zagościł w oczach władcy, powoli zaczął przysłaniać jego synom obraz ojca. Teraz następca tronu mierzył się z pełnym chłodu spojrzeniem obecnie panującego. A obecnie panujący zaczerpnął powietrza, po czym powrócił do przerwanej debaty.

- Synu. Umówiliśmy się chyba, że zaczniesz się interesować płcią przeciwną. Młody mężczyzna w twoim wieku powinien już myśleć o tych sprawach. Nie sądzisz?

- Sądzę. I zacząłem, naprawdę, ale nie trafiłem jeszcze na taką, która by mi pasowała. - spokojnie odpowiedział Janu. Imperator tylko skinął głową.

- Wybredny jesteś, synu. Wybredny. Martwię się o ciebie. Od dziecka masz do czynienia z blokronównami, córkami mesapów, a nigdy w życiu nie okazałeś nikomu głębszych uczuć. I w szkole, i na balach, i w delegacjach widujesz przecież całą żeńską śmietankę. Młode, ładne, na twoim poziomie, a tobie żadna się nie spodobała. Nie zrozum mnie źle. Nie chcę cię zmuszać do miłości, ale obawiam się, że jeśli nie zaniżysz swoich kryteriów, możesz mieć poważne problemy. Na salonach już chodzą plotki - w tym miejscu na twarz monarchy wkradł się złośliwy grymas - iż jesteś homo.

- Gdzieżbym śmiał! - oburzył sie Janu - Ojcze, ja nie mógłbym zhańbić naszej dynastii w ten sposób! Ja nie jestem zboczeńcem! - protestował. Trzeba wam wiedzieć, iż Lajanie uznawali stosunki heteroseksualne za jedyne zgodne z prawami natury. Pedofilia, nekrofilia, zoofilia i wszelkie inne tego typu uchybienia stanowiły zbrodnię przeciw człowieczeństwu. Homoseksualizm natomiast, mimo iż nie został zakazany, budził powszechne zgorszenie i odrazę.

- Wierzę ci. - Septemar przerwał synowi - Wiem, że nie jesteś zboczeńcem. Jesteś nadzieją naszego imperium. I jako nadzieja, musisz zadbać o spuściznę. Nie chciałbyś chyba aby Septę... a właśnie, Septę, ty też wstań. Aby Septę musiał objąć tron po tobie. Koszmarna wizja, nieprawdaż? - tym oto stwierdzeniem jaśnie panujący podpadł jaśnie pierworodnemu, w którego głowie zapaliło się czerwone światełko.

- Rozumiem twą troskę, ojcze, ale ja mam jeszcze czas. Ty przecież będziesz jeszcze długo żył. A poza tym, dlaczego uważasz, że Septę byłby złym imperatorem? - spytał podejrzliwie Janu.

- Bo byłby. - prychnął jego ojciec - Widzisz Janu, różnica miedzy wami dwoma jest prosta, zasadnicza: ty boisz się odpowiedzialności, ale starasz się tego nie okazywać, a Septę brzydzi się odpowiedzialności, a żeby było gorzej nie wstydzi się okazywać tego. Nie ma gorszego władcy niż taki, który brzydzi się odpowiedzialności. Podejrzewam, że gdyby to on był pierworodny, abdykowałby na twoją rzecz, a gdyby przypadła mu korona po tobie, abdykowałby na rzecz kogokolwiek innego: swoich dzieci, Spiki, nie obchodziłoby go to. Całe szczęście że nie jest pierworodny, ośmieszyłby tylko naszą dynastię. - oznajmił. Septę słuchał ojcowskich komentarzy na swój temat z raczej małym zainteresowaniem. Według niego były one prawdą, i nie zamierzał się sprzeczać. Jednak w Janu wstąpił anioł stróż. Nie mógł znieść, gdy w jego obecności ktoś obrażał jego rodzinę, zwłaszcza ukochanego brata. Nawet jeśli osobą obrażającą był sam imperator.

- Mylisz się, ojcze. - zarzucił mu - Septę nie byłby złym władcą. Gdyby miał szansę, udowodniłby to. Ja w niego wierzę. - ogłosił, a jego oczy zabłysły hardo. Septę ze zdziwieniem spojrzał na brata. Broni go? W takiej sytuacji? Po co? I jeszcze ośmiela się stwierdzić, że ojciec się myli? To do niego niepodobne. Imperator pewnie też tak sądzi. Wydał się odrobinę poruszony nagłą zmianą w tonie pierworodnego.

- Nie ja się mylę, lecz ty. - oponował - A żeby dostał szansę, ty i ja musielibyśmy chyba paść ofiarą spisku. A teraz, możecie już odejść. - Septemar postanowił zakończyć rozmowę. Młodszy książę z ulgą zabierał się już do wyjścia, ale starszy trwał przy swoim. Rozkręcił się i nie zamierzał odpuścić.

- Jesteś niesprawiedliwy, ojcze. - wycedził. Septę zastygł w miejscu, nie wierząc w to, co usłyszał. Ten Janu chyba oszalał. Oberwie mu się za to i to zdrowo. Oburzony Septemar spojrzał swemu pierworodnemu głęboko w oczy. Nie wyczytał w nich strachu, postanowił więc jeszcze przez chwilę nie przechodzić do rękoczynów.

- Masz tupet, Janu. Ośmielasz się stwierdzić, że ja, imperator rasy lajańskiej, jestem niesprawiedliwy. Wiesz, co ci za to grozi.

- Wiem. Ale ty nie jesteś tylko imperatorem. Jesteś moim ojcem. Moim tatą. Nie powinienem się ciebie bać. A ty powinieneś traktować nas na równi. - Janu odważnie wygłosił swoje poglądy. Monarcha obnażył kły.

- Jakże mam was traktować na równi? - warknął zajadle - Traktuję was tak, żebyście zrozumieli swoje role w życiu. Ty masz być imperatorem, ciebie czeka więcej obowiązków, dlatego wymagam od ciebie więcej, od twego brata wymagam tylko szacunku dla ciebie i dla mnie. Może kiedyś to zrozumiecie. - dodał, pewny iż dość jasno dał synowi do zrozumienia, że powinien wycofać się z dyskusji. Mylił się.

- Jak mamy zrozumieć, że nasz własny ojciec traktuje nas jak poddanych, nie jak swoje dzieci? - Janu stawał się coraz bardziej zuchwały - Zmieniłeś się. Na gorsze. - tym stwierdzeniem dotknął Septemara do żywego.

- Odejdźże wreszcie. - wycedził imperator i odwróciwszy się do syna ogonem, skierował się z powrotem w mroki. Jego dziedzic, urażony afrontem, pozwolił sobie na jeszcze parę ostrych słów:

- Gdyby mama jeszcze żyła, na pewno by... - tę wypowiedź przerwał cios w twarz. Cios tak silny, że biedny książę upadł na podłogę parę metrów dalej. Powiedział parę słów za dużo. Septę cofnął się do ściany. ,,Janu, dlaczego nie wyszliśmy, póki był jeszcze czas?" zadręczał się w myślach. A Janu, ocierając krew z twarzy, spostrzegł rozjuszonego ojca, idącego w jego stronę z rózgą w ręku. Widok ten wystarczył, aby wyeksmitować z niego brawurę.

- Nie, tato, przepraszam. Ja nie chciałem... - jęczał, kuląc się i zakrywając twarz dłońmi. Do jego uszu doszło warczenie ojca. Serce dostało takiego kopa, że omal nie powybijało mu żeber od środka. Z porów wyciekały powodzie potu. Niemalże czuł ból, który miał zaraz otrzymać. Bezradny i umierający ze strachu, nie próbował nawet powstrzymać łez - Daruj. Błagam cię. Ja naprawdę nie chciałem cię urazić. Wiem, jak bardzo tęsknisz za mamą. Ja też tęsknię. Ona by mi wybaczyła. - szlochał, chwytając się ostatniej możliwej deski ratunku: wspomnienia zmarłej matki.

Septemar stał już nad synem. Był na niego wkurwiony do niemożliwości. Przecież ten młokos zachował się ordynarnie wobec swojego władcy, swojego ojca. Należy mu się dotkliwa kara. Lecz powołuje się na imperatorową... To niczego nie zmienia. Trzeba mu wlać, niech cierpi, niech żałuje słów, którymi go zranił. Ale jednak, wspomnienie zmarłej żony nawiedza Septemara. Czy ona by wybaczyła? A co tam ona, ona nie żyje, nieżywi głosu nie mają. Ale ona ich zawsze broniła. A Janu przecież tylko o niej wspomniał. Uraził go. Ale nie chciał. Cholera. Ojciec powinien być konsekwentny. Ale Newaja... w mordę fulka. Przez szacunek dla niej, imperator odrzuca rózgę.

- Idź. - rozkazuje zapłakanemu synowi, wskazując drzwi. Janu niepewnie podnosi wzrok na ojca. Czy on dobrze słyszał? Czy ojciec mu darował? Najwyraźniej tak, bo zaraz pada następna komenda - Idź, uciekaj, bo się jeszcze rozmyślę. - Janu, jako osobie inteligentnej, nie trzeba powtarzać. Zerwał się na równe nogi i opuścił salę tronową tak szybko, jak umiał. Po odprawieniu Janu, Septemar dostrzega Septęa, stojącego pod ścianą.

- Ty też uciekaj, jeśli nie chcesz oberwać. - doradza.

- Tato...

- Spadaj.

- No to cześć. - i młodszy książę podążył śladem starszego.

Zostawszy sam, imperator ochłonął. Spojrzał na swoją dłoń. Była poplamiona krwią syna. Uderzył go otwartą dłonią z wysuniętymi pazurami. Dopiero teraz to zauważył. Janu ma rację. Odkąd matka chłopców (a raczej nastolatków) odeszła z tego świata, on stał się okropny. Zgoda, zawsze był surowy, ale przy tym sprawiedliwy. A teraz? Zdominował go ból. Skaza na sercu zasłoniła mu oczy na cierpienie synów. A przecież im też tak bardzo jej brakowało. Imperator poczuł się tak, jakby zjadł skarpetę. Przecież jest imperatorem. On nie może być słaby. Ma dwóch synów. Synów ukochanej kobiety. Powinien o nich dbać, a nie wyżywać się na nich. Janu. Septę. Musi coś zrobić. Musi wreszcie coś z tym fantem zrobić. Tylko co, na grzywę Wielkiego Janu? Impuls. Szybka decyzja. Komórka w dłoń. Kontakty. Hursi. Revu Saracen. Dzwoń.

- Mesap Revu Saracen, Hurs Nauk Fizycznych, melduje się na rozkaz. W jaki sposób mogę się przysłużyć imperium, Wasza Przelajańskość? - głos z drugiej strony telefonu uspokaja władcę.

- Jak szybko mógłbyś się zjawić w mojej komnacie?

- 10 minut.

- Będę czekał. - monarcha chowa komórkę do kieszeni przyczepionej do pasa. Wie, komu może zaufać. Wie, kto może go wesprzeć.

Nie ma bladego pojęcia, jak wielką rolę w historii jego imperium odegra rozmowa, którą wkrótce przeprowadzi.

OD AUTORKI

No, w końcu się z tym uporałam. Wolna jestem że hej, ale cóż mogę? Nie samym pisaniem człowiek żyje.

WYJAŚNIENIA:

Hurs - Przewodniczący Sztabu Hursowskiego; Bliski współpracownik i doradca imperatora; Hursów wybiera imperator spośród członków sztabów po konsultacji z poprzednim Hursem tegoż sztabu;

Hurs Nauk Artystycznych - Coś w stylu ministra kultury;

Hurs Nauk Fizycznych - Coś w stylu ministra obrony narodowej;

Sztab Hursowski - Sztab specjalistów służących radą imperatorowi; Coś w rodzaju naszej rady ministrów; Hursi sami kompletują sobie sztaby;

Mesap - Tytuł przysługujący Hursom i członkom ich sztabów;

Blokron - Tytuł przysługujący wszystkim potomkom imperatorskim począwszy od prawnuków (wnuki to jeszcze książęta); Blokroni stanowią szlachtę lajańską, najczęściej grupują się w klany;

Fulk - Ziejący ogniem przerośnięty wilk;

Merozi - Cętkowane lwy;

Rajlej - Jedna z bardziej znanych firm zajmujących się produkcją telefonów, zegarków, komputerów i tym podobnych na Laji; Założyciel: Makol Rajli;

Spika - Pojawi się ona w drugim rozdziale ;

KOLORY KOSZUL

Purpurowy - przysługuje Blokronom i rodzinie imperatorskiej;

Błękitny - przysługuje Mesapom i wybitnym bohaterom (najczęściej są oni też nagradzani członkostwem w sztabie hursowskim);

Czerwony - przysługuje Zarządcom;

Biały - przysługuje szarym Kowalskim ;

Coś pominęłam?