Wysoki, czarnowłosy mężczyzna stał samotnie pośród grobów starego cmentarza w Kole. Na jego mokrą od łez twarz padało jasne światło, jakie daje tylko księżyc w czasie pełni. Mimo, iż od śmierci jego ukochanej minęło już ponad dziesięć lat, wspomnienie o niej nadal było żywe i bolesne.
„Dlaczego...?" – pytał samego siebie. Od jej śmierci dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu w jego głowie kłębiło się to pytanie. Nie potrafił odpowiedzieć, dlaczego nie chciał jej wysłuchać i czy, gdyby to zrobił, zdarzenia ułożyłyby się inaczej.

(wspomnienie)

Była wtedy wczesna noc. Spojrzał nerwowo na zegarek, patrząc czy się nie spóźni. Szedł ulicą w miejsce, gdzie niegdyś bywali razem. Dzień wcześniej dziewczyna poprosiła go o spotkanie. Możliwe, że to miał być ostatni raz...

- Tomek... Dziękuję, że przyszedłeś...- zaczęła mówić cichym tonem, ale nie skończyła, gdyż chłopak jej przerwał

- Dlaczego chciałaś się tu ze mną spotkać? Jesteś smutna, Aniu... Powinnaś się cieszyć, jutro przecież twoje wesele – powiedział cicho, ale jego słowa brzmiały jak trucizna. – Dlaczego? Dlaczego nie uciekłaś, dlaczego się zgodziłaś?– dodał smutno – Przecież wiesz, jaki ból mi sprawiasz.

- Na miłość boską! Chciałam zobaczyć się po raz ostatni z jedynym człowiekiem, którego kocham – w jej głosie słychać było rozpacz.

- Jeżeli tak, to, dlaczego wychodzisz za innego? I dlaczego w dodatku za Pawła? Jak pamiętam zawsze go nienawidziłaś, a teraz...?! Dlaczego? Powiedz! Powiedz, dlaczego? – zaczął krzyczeć, czując jak krew zagrzewa się w jego żyłach.

- Mówiłam ci. Nam by się po prostu nie udało. Jesteśmy jak woda i ogień... – odparła odwracając wzrok, jakby coś chciała ukryć.

- Tak?! To, dlaczego teraz chciałaś się ze mną spotkać? Żeby mi powiedzieć, że nam by się po prostu nie udało? Tylko dlatego? – nadal krzyczał.

- Tomek, Tomek... Proszę... Nie potrafię żyć z tobą, ale także nie potrafię żyć bez ciebie... – srebrne łzy spływały powoli po jej twarzy – Proszę... Proszę, wysłuchaj mnie...

- NIE! – krzyknął z wściekłością. Odwrócił się na pięcie i odszedł, zostawiając ją samą pośród niewielkiego, poznańskiego parku.

(Anna)

Dziewczyna patrzyła przez łzy na plecy wysokiego, czarnowłosego młodzieńca, z którym tyle ją łączyło. Czuła bolesne kłucie w sercu, jakby ktoś odebrał jej część duszy. Dopiero, kiedy nie mogła dostrzec jego sylwetki w ciemności, odeszła. Ze spuszczoną głową, wzrokiem wbitym w ziemię, pogrążona w myślach. Cały czas miała nadzieję, ze jednak chłopak zawróci, że porozmawiają. Układała plan tego, co mu powie, kiedy tylko zawróci... Czasami odwracała głowę, jakby miała zobaczyć za sobą znajomą sylwetkę...

(Tomek)

Gdy zniknął z zasięgu jej wzroku, zaczął biec... Nie czuł łez spływających po twarzy. Świat dla niego przestał istnieć... Wszystko, o czym mógł myśleć to to, że JEGO ukochana wychodzi za innego. Biegł bez opamiętania, wymijając nielicznych ludzi jak przeszkody...

Gdyby wtedy wiedział... Gdyby wtedy nie odszedł... Gdyby jej wysłuchał...

Następnego dnia Tomek obudził się w wyjątkowo złym humorze. Źle spał, zbyt dużo myślał na temat przebiegu wieczornego spotkania. Wiele razy pluł sobie w brodę, że nie dał jej dokończyć, że nie rozstali się jako dobrzy przyjaciele, może po prostu kochankowie. W końcu, to tez nie była taka zła rola, jeśli mógłby być przy niej. Postanowił następnego dnia iść do niej i przeprosić za swoje zachowanie.

Jak co rano wypił czarną, gorzką kawę, czytając Gazetę Codzienną. Odwrócił stronę. To, co na niej ujrzał wprawiło go w osłupienie. Nie potrafił uwierzyć, że zaledwie kilkanaście minut po ich rozstaniu dziewczyna wpadła pod pociąg. Niedowierzając, spojrzał raz jeszcze na gazetę, zupełnie jakby chciał się przekonać, że to iluzja. Jednak Gazeta Codzienna bezlitośnie potwierdzała zdarzenie. "Policja nadal próbuje ustalić czy to był wypadek czy samobójstwo."

- Nie, proszę... – szeptał sam do siebie. – Nie, nie ona... Dlaczego to się stało? Dlaczego akurat JEJ?- A nie sądzisz, że to może być twoja wina – szeptał złośliwy głosik w jego głowie.

Dwa dni po śmierci dziewczyny odbył się pogrzeb. Był tam, zjawił się nieproszony. Stał z tyłu, obserwując dokładnie całą ceremonię. Jej rodzina, krewni niedoszłego męża. Dopiero, kiedy już wszyscy odeszli, podszedł do grobu. Położył na nim niewielki bukiet konwalii, jej ulubionych kwiatów, tak kontrastujący z czarnymi wiązankami pogrzebowymi.
- Przepraszam cię – rzekł w kierunku grobu – nie powinienem wtedy uciekać, może, gdybym tego nie zrobił, żyła byś jeszcze, szczęśliwa. Może...

(koniec wspomnienia)

Z zamyśleń wyrwał go mocny powiew wiosennego wiatru. Otarł łzy, po czym zerknął przelotnie na złoty napis. W dalszym ciągu gnębiły go pytania.
- Dlaczego? Dlaczego tak się stało? Co chciała powiedzieć? Dlaczego jej nie wysłuchałem? Dlaczego?...

- A może jednak wiesz, co by ci mogła powiedzieć...? – odezwał się znowu złośliwy głosik w jego głowie...

- Zamknij się - powiedział sam do siebie

- Dlaczego...?