Sierzant Mark Anderson siedzial w fotelu kierowcy i z przyjemnoscia wodzil rekami po obwodzie kierownicy swojego nowiutenkiego radiowozu. Nieoznakowane Porsche 911 Turbo bylo jednym z dwoch zakupionych przez miasto w celu uporania sie z plaga kradziezy sportowych samochodów. Przy okazji sluzyly tez jako srodki transportu w przypadkach wymagajacych szybkiej reakcji. Mark wrecz modlil sie, by w poblizu ktos popelnil przestepstwo lub przynajmniej przekroczyl predkosc. Ale nic sie nie dzialo. Z radia co chwila plynely meldunki o stluczkach, wlamaniach, potraceniach pieszych i tym podobne.

Kolejny juz raz uruchomil silnik i wsluchal sie w basowy pomruk wydobywajacy sie z umieszczonego z tylu, szesciocylindrowego, turbodoladowanego boksera. Nacisnal pedal gazu, a strzalka obrotomierza wspiela sie na trzy tysiace obrotów czemu towarzyszyl glosny bulgot z dwóch rur wydechowych. Kapitan klal ich za takie marnowanie benzyny, ale to bylo silniejsze. Z westchnieniem siegnal do kluczyka by uciszyc symfonie dzwieków, ale jego palce zamarly milimetry od celu.

- Dziewietnastka - ze sluchawki umieszczonej w uchu i polaczonej z malenkim mikrofonem naprzeciw ust poplynelo zgloszenie - w twoim kierunku zmierza skradzione jasnozielone Lamborghini Diablo. Powtarzam, jasnozielone Lamborghini Diablo. Dwudziestka dwojka i piatka jada za nim, ale nie nadazaja.

- Tu dziewietnastka, przyjalem.

Wyrzucil niedopalek papierosa przez szybe, wrzucil jedynke i powoli wytoczyl Porsche z bocznej uliczki, w ktorej stal. Kilka sekund pozniej przez pomruk silnika uslyszal szybko zblizajace sie dzwieki syren.

Zza skrzyzowania, zarzucajac bokiem na zakrecie, wypadlo jasnozielone Lamborghini i zostawiajac za soba chmure siwego dymu pognalo naprzod. Jeden z goniacych bolid radiowozow obrocil sie dookola wlasnej osi, gdy kierowca chcial powtorzyc manewr sciganego.

Mark pstyknieciem przelacznika na srodkowej konsoli wlaczyl syrene i swiatla.

Nacisnal pedal gazu i szybko puscil sprzeglo, a cztery napedzane kola wyrwaly "911" z miejsca. Gwaltownie skrecil kierownice ustawiajac sie we wlasciwym kierunku, skontrowal w druga strone gdy auto zarzucilo tylem i wcisnal gaz do podlogi.

Ryk silnika byl niemal ogluszajacy.

Siedem tysiecy obrotow. Szybkie nacisniecie sprzegla polaczone z szarpnieciem doskonale lezacego w dloni drazka zmiany biegow i znowu gaz do podlogi. Strzalka predkosciomierza jak szalona piela sie w gore juz po czterech sekundach przekraczajac jedynke z dwoma zerami. Znowu czerwone pole na obrotomierzu. Przypominajacy puszczony przez wzmacniacz syk weza dzwiek powietrza uchodzacego z zaworow upustowych sprezarki. Szybkie pchniecie drazka. I znowu ogluszajacy ryk. Anderson nawet nie slyszal swojej syreny. W tej chwili istniala dla niego tylko droga pod kolami, ryczacy i gwizdzacy silnik za plecami i uciekajacy osobnik w jasnozielonym Diablo kilkaset metrow przed nim.

To byl caly jego wszechswiat.

"911 Turbo" przeskakiwala z pasa na pas, smigajac pomiedzy samochodami, ktorych kierowcy trabili przestraszeni i zzerani przez zazdrosc. Diablo wykonywalo podobne manewry i spotykalo sie z takimi samymi reakcjami.

Nastepne skrzyzowanie. Diablo zlowrogo blysnelo czerwonymi slepiami swiatel stopu, a spod kol wydobyl sie siwy dym, gdy kierowca gwaltownie hamowal.

Anderson trzymal gaz wcisniety do podlogi.

Lamborghini wpadlo w slizg, bokiem wpadajac w przecznice i zaraz umknelo z rykiem.

Sierzant blyskawicznie byl przy skrzyzowaniu. Hamulec w podloge. Sprzeglo i redukcja o jeden bieg w dol, sprzeglo i redukcja. Sekunde przed wejsciem w zakret noga z hamulca. lagodny, ale stanowczy ruch kierownica. Przenikliwy pisk opon. Kontra i gaz do podlogi. Wspaniale uczucie, jakby oparcie fotela chcialo wgniesc go w szybe.

Kierowca uciekajacego bolidu byl dobry, ale nie mial wyscigowego doswiadczenia. Anderson kiedys scigal sie w klasie samochodow turystycznych, glownie to zadecydowalo o przydzieleniu go do zadania. Odleglosc miedzy samochodami znacznie sie zmniejszyla.

Nagle sierzant gwaltownie nadepnal pedal hamulca. Pasy wpily sie w jego piers. Porsche w chmurze dymu zatrzymalo sie metr od wyjezdzajacego z budynku samochodu, ktorego kierowca zamarl, jak krolik na drodze, oslepiony swiatlami samochodu i niezdolny do ruchu.

Mark zaklal szpetnie. Wbil wsteczny i cofnal bez ogladania sie za siebie. Zanim samochod sie zatrzymal wsadzil jedynke i z calej sily nadepnal gaz. Kola zamielily przez moment i radiowoz ruszyl z kopyta omijajac przeszkode i gapiacego sie z otwartymi ustami kierowce.

- Kurwa, niedzielny kierowca - klal wsciekly Anderson jednoczesnie rozgladajac sie za uciekinierem. - Gdzie jest ten skurczysyn?

Przed soba nie widzial jasnozielonego spojlera. Przejezdzajac przez kolejne skrzyzowanie niemal w ostatniej chwili zauwazyl swieze slady gumy na asfalcie. Nadepnal hamulec i gwaltownie skrecil kierownice. Samochod obrocil sie wokol wlasnej osi, zarzucil tylem i pognal w slad za znikajacym za nastepnym zakretem Lamborghini.

- Tu dziewietnastka - rzucil do mikrofonu. - Podejrzany ucieka Aleja Przeznaczenia w kierunku autostrady. Ustawcie blokady.

- Centrala, przyjelam.

Gdy wpadal w zakret ze sluchawki poplynal meldunek:

- Tu jedenastka, mamy jednostki blokujace droge.

- Widzicie go? - krzyknal do mikrofonu.

- Nie.

- Kurwa - mruknal do siebie Anderson, jednoczesnie omijajac stojaca przy chodniku taksowke, ktorej kierowca wystawil w slad za nim srodkowy palec.

- Chwila, jest! - Wykrzyczal glos ze sluchawki. - Widzimy go! Nie zwalnia! Chce nas staranowac!

Po drugiej stronie na chwile zapanowal harmider.

- Jedenastka, slyszysz mnie? Jade za nim. Jesli sie przebije zrobcie mi miejsce.

- Tu jedenastka, podejrzany przebil sie przez blokade.

"Wariat, czy co?", pomyslal sierzant.

Kilka sekund pozniej w przedniej szybie zobaczyl barykade, a wlasciwie to co mialo byc barykada. Przez luke miedzy radiowozami z powodzeniem mogl przejechac samochod. Juz mial ich zwymyslac od najgorszych ale ostatecznie powstrzymal sie. Jego Porsche smignelo przez "barykade" i z rykiem pognalo w slad za Lamborghini znowu zmniejszajac dystans.

Uciekajacy kierowca chyba poczul presje, gdyz zaczal popelniac bledy. Przy wejsciu w nastepny zakret niemal ustawil samochod w poprzek drogi, przez co prawie zostal staranowany przez ciezarowke z woda mineralna.

Mark jechal rowno, ale szybko, wyscigowym stylem, systematycznie zmniejszajac dzielaca ich odleglosc. Zblizali sie do autostrady. Jezeli tamten dojedzie do niej to mu ucieknie. Ponad sto koni wiecej i lepsza aerodynamika zrobia swoje.

Jeszcze tylko dwa skrzyzowania.

Mark zdecydowal. Teraz albo nigdy. Maksymalnie opoznil hamowanie i po wyjsciu z zakretu byl tuz za Lamborghini. W slad za nim lawirowal pomiedzy pasami trzymajac sie go jak rzep. Gdy tamten szykowal sie do ostatniego zakretu Mark wysunal sie nieco w prawo i przypieszyl nieco by przednim zderzakiem dosiegnac tylnego blotnika Diablo. Gdy byl juz we wlasciwej pozycji szarpnal kierownica w lewo.

Lamborghini zaczelo sunac bokiem. "911" rowniez wpadla w poslizg i niekontrolowana z piskiem sunela po asfalcie. Mark juz myslal, ze tamtemu sie uda, ale brak doswiadczenia zwyciezyl. Kierowca dodal za duzo gazu i bolid zarzucil w druga strone. Zanim zdazyl skontrowac jasnozielony klin wbil sie w tyl zaparkowanego przy krawezniku srebrnego Focusa. Przenikliwie zaczal piszczec alarm.

Mark blyskawicznie wykorzystal sytuacje. Wbil jedynke i z piskiem opon podjechal do Lamborghini i zablokowal je od tylu uniemozliwiajac mu ucieczke. Szybko rozpial pas, wyskoczyl z samochodu i z pistoletem w dloni dopadl do uciekiniera.

Wymierzyl w okno i zakomunikowal:

- Policja, rece na kierownice!

Ze wszystkich stron slychac bylo wycie syren. Zaraz potem obok zatrzymal sie drugi radiowoz i wypadlo z niego dwoch funkcjonariuszy. Obaj takze wymierzyli w kierowce Diablo.

Mark nacisnal klamke i odchylil do gory drzwi. Bezpardonowo wywlokl zlodzieja ze zniszczonego pojazdu i rzucil go na asfalt. Zjezdzaly sie kolejne jednostki.

- Jestes aresztowany. Masz prawo zachowac milczenie...