Siedziala w samochodzie. Nie miala pojecia jak sie tu znalazla. Wydawalo jej sie, ze spala, ale skad sie wzial ten samochod? To wszystko jej sie snilo? Jesli tak to byl to piekny sen.

Samochodem byl jakis amerykanski kabriolet. Wielka, gigantyczna gablota o rozmiarach domu. Gdy rozgladala sie po kabinie zauwazyla chromowany napis ciagnacy sie przez deske rozdzielcza po stronie pasazera: Cadillac.

"Niezle", mruknela.

Bylo cieplo. Samochod stal na poboczu drogi, w stacyjce tkwily kluczyki. Silnik zamruczal przyjaznie, gdy je przekrecila, a wskaznik poziomu paliwa pokazywal pelny bak.

Gdzies z prawej strony, kilkadziesiat metrow od szosy dochodzil gluchy odglos fal, rozbijajacych sie o skalisty klif. Wiejacy z tamtej strony wiatr nanosil drobiny morskiej wody, chlodzace skore.

Zawsze kochala samochody i podroze, chociaz nie zaznala zbyt duzo ani jednego ani drugiego. Byla to milosc platoniczna, ograniczona mozliwosciami jej portfela.

Wstala nie wysiadajac z samochodu i rozejrzala sie wokol. Otaczala ja pustka, przecieta czarna nitka szosy, pustynia ciagnaca sie od horyzontu, az po urwisko nad brzegiem morza lub oceanu.

Lubila spokoj. Miala kiedys chlopaka, ale gdy dowiedziala sie co robil za jej plecami zostawila go. Od tamtego momentu byla sama. Wtedy tez skonczyla sie jej przygoda z samochodami.

A potem przyszla choroba.

Teraz jednak nie odczuwala zadnego bolu. Czula sie jak nowo narodzona. Z jakiegos powodu nie troszczyla sie o to, ze znowu spozni sie z czynszem, ze znowu cos podrozeje i nie bedzie jej stac na nowe buty... Byla szczesliwa.

Ale jak sie tu znalazla? I gdzie jest "tu"? Pytanie dreczylo ja, nie dajac spokoju.

Usiadla z powrotem na miekkiej, skorzanej kanapie ciagnacej sie przez cala szerokosc samochodu i chlodno zrewidowala swoja sytuacje.

Miala samochod (nie bylo nikogo, kto potwierdzilby jej prawa do maszyny, ale czula sie, jakby oboje do siebie nalezeli), spokoj i droge.

Bylo jak w...

Nagle wszystko sobie przypomniala.

W pierwszej chwili ogarnal ja smutek, ale po chwili jej twarz sie rozpogodzila, a w nastepnej dostala ataku smiechu.

"Kto by przypuszczal..."

Powoli uspokajala sie. Otarla lzy z oczu i przesunela dlonmi po obwodzie kierownicy. Ustawila selektor dzwigni automatycznej skrzyni na D, puscila hamulec i delikatnie nacisnela pedal gazu.

Wiatr rozwiewal jej wlosy gdy powoli sunela gladka szosa. Wlaczyla radio. Bylo ustawione na jej ulubiona stacje.

Mogla tak jechac w nieskonczonosc.

Usmiechnela sie. Taki wlasnie miala zamiar.