W pomieszczeniu panował mrok, rozświetlany jedynie przez ogień płonący na dwóch wysokich tarczach, ustawionych przy wejściu na dziewięć stopni prowadzących do podwyższenia z tronem. Na tronie tym usadowiła się wygodnie kobieta o prostych, kruczoczarnych włosach, skrzydłach nietoperza i szponiastych stopach i dłoniach, spowita w długą, czarną, połyskliwą suknię. Spośród włosów wystawały dwa, lekko wygięte do tyłu rogi. Dokuya wpatrywała się w zgiętego wpół mężczyznę, kulącego się u początku schodków z mieszanką pogardy, gniewu i rozbawienia.

- Ostrzegałam cię, Hairnie. Ale po co miałbyś mnie słuchać? W końcu przecież łatwiej jest zawieść, choć – uśmiechnęła się – bardziej boleśnie.

- P-pani... ja nie chciałem... cię... zawieść...

- Nie chciałeś..? – udała niewinne zdziwienie, jednak niemal od razu na jej twarzy zagościł grymas wściekłości – ALE TO ZROBIŁEŚ!!!

Sala zatrzęsła się od wybuchu energii, którego centrum była siedząca na tronie kobieta. Ze stropu posypały się odłamki czarnej skały, a światło rzucane przez płomienie przygasło na moment. Dokuya stała, trzymając się poręczy tronu i dyszała ciężko. Ogień pochodni rzucał rozdygotane światło na jej suknię.

- Nigdy nie osiągnę celu, jeśli nadal będziesz takim łazęgą, jak teraz, Hairnie! Przestałeś być użyteczny. Czas na nagrodę, a potem będziesz mógł odejść.

Kobieta ponownie opadła na siedzenie, jej pierś unosiła się i opadała wraz z jej głębokim oddechem. Skulony mężczyzna podniósł głowę. Na jego twarzy widać było grymas bólu. Kosmyki brązowych włosów kleiły się do chudej twarzy przez pot, który zdawał się spływać po człowieku strumieniami.

- Pani... dzięki ci, moja Pani...

"Pani'' podniosła prawą rękę, a między szponiastymi palcami pojawiły się czerwone światełka. Po chwili złączyły się w jeden blask, który rósł coraz bardziej, rozjaśniając salę. Teraz można było dostrzec delikatne rzeźbienia, zdobiące ściany i strop wykute w czarnym kamieniu, przybierającym czerwony odcień w miarę, jak światło w dłoni Dokui rosło. Oczy zgiętego wpół mężczyzny napełniły się wyrazem nadziei. Jednak w następnej sekundzie szczęście ustąpiło bólowi i strachowi. Twarz mężczyzny wykrzywiła się w grymasie cierpienia, którego pewnie nie zdołałby on nigdy opisać. Ból zdawał się rozprzestrzeniać z komórki na komórkę, trawiąc mężczyznę, krzyczącego teraz i wstrząsanego gwałtownymi konwulsjami. Skrzydlata kobieta wstała z tronu i z obłąkańczym uśmiechem dziecka, bawiącego się swoją ulubioną zabawką podeszła do krzyczącego w niebogłosy sługi. Jej oczy wpatrywały się z dziką pasją w wijące się ciało.

- Wy, ludzie jesteście tacy słabi. Tacy delikatni. Tacy rozkosznie naiwni. Wasze ciała i umysły są tak bardzo podatne na ból... jakim cudem ty, jeden z Arcymagów Czarnej Iglicy, nie rozpoznałeś czaru, który był wam wpajany jako podstawa, zaklęcia Terroru? Powiem ci, czemu: to dlatego, że wy, ludzie, jesteście tak chciwi, naiwni i zaślepieni, że gdyby się wezwało Panią Bólu i powiedziało wam, że to wasza babcia, to rzucilibyście się w jej ramiona, pytając, jakie ma dla was prezenty!

٭

Tej nocy wielu nie mogło zasnąć, wsłuchując się zamiast tego w wydobywające się jakby z pod ziemi wrzaski, nie wiedząc jednak, że to dopiero początek bezsennych nocy pełnych trwogi.

٭

Dokuya siedziała na tronie i splótłszy palce u rąk, wpatrywała się w pustkę z obłąkańczym wyrazem twarzy. Po chwili wstała, i chwiejnym krokiem obeszła tron, by po chwili zniknąć w gęstym mroku za nim.

٭

Okinata: Na razie to tyle, ot taka mała próbka mojego patetycznego opowiadania które zaczęło powstawać w piątej podstawówki. Krótko, po polsku, ale mam zamiar to tłumaczyć na angielski. Hm. Pewnie i tak nikt tych słów nie czyta, a jak tak to niech mi da o tym znać! Czekam na opinie, również te jak najbardziej krytyczne!