Love me, love me,

Love me love me
Say that you love me
Fool me fool me
Go on and fool me
Love me love me
Pretend that you love me

Znów zajęcia razem! Z łomoczącym sercem czekam na ich koniec mając owo serce przepełnione nadzieją, że się nigdzie nie ulotnisz. Obyś został, obyś został...Czas wlecze się jak ślimak z przetrąconą nogą, stopą czy cokolwiek on tam ma. Obyś został, obyś został. I... koniec! Z drżącym sercem i jeszcze bardziej drżącymi rękoma pakuję książki. Kontrolny rzut oka do tyłu. Jeszcze jesteś. Wychodzę z klasy i znów patrzę, gdzie jesteś. Prawie za moimi plecami! Promienny uśmiech na twarz, trzy szybkie wdechy dla uspokojenia. Mam wyglądać na zrelaksowaną i pewną siebie. Bułka z masłem!

-No i jak tam?

Patrzysz na mnie trochę zbity z tropu. Chyba niezupełnie tak to miało wyjść...

-Cóż...koniec zajęć zawsze przybliża do weekendu.

Próbuję z tym walczyć, ale to silniejsze ode mnie. Czuję jak końcówki uszu zaczynają mi płonąć. No ale co mogę poradzić, że masz GŁOS.

-A masz jakieś plany na weekend? Bo my urządzamy małe wyjście na tańce. Może poszedłbyś z nami?

Sama nie wierzę, że to powiedziałam. Może jednak sobie to wmówiłam i nic nie powiedziałam, tylko patrzę na niego szeroko otwartymi oczami, czerwieniąc się i blednąc na przemian? Ale on podnosi głowę jakby się nad czymś zastanawiał.

-Wiesz, akurat ten weekend mam wolny. W sumie nie mam jeszcze żadnych planów a twój brzmi zachęcająco. O której i gdzie?

Nie wierzę! Zgodził się! Zgodził się! Mój kościsty Adonis z potarganą czupryną i głosem uwodziciela zgodził się! O niebiosa, otwierajcie swoją błękitną bramę bo oto nadlatuję!

-Sąsiedzi. O 19.

-Dobra. To do piątku w takim razie.- mrugnął i poszedł.

O Boże w niebiesiach! Chyba...chyba muszę powiedzieć reszcie, że mamy grupowe spotkanie w piątek. Że co? Że kłamstwo nie popłaca? To nie był kłamstwo, tylko moja inicjatywa lekko wyprzedziła rzeczywistość.

Piątek. Odliczam godziny. Nie jest źle. Jeszcze jakiś czas temu odliczałam minuty. Muszę się zrobić na bóstwo. Oczywiście bez przesady, mam wyglądać naturalnie a nie na zrobioną. Cholera, czemu te włosy muszą być aż tak niepokorne dziś!? Ach...

Siedzę przy stole nerwowo ściskając szklankę. Przyjdzie, nie przyjdzie, przyjdzie...Znajomi zerkają na mnie i śmieją się pod nosem. Pomoglibyście mi raczej dobrym słowem...Drzwi się otwierają, serce me drży...Tak to on! Roztrzepany jak zawsze. A widzicie niedowiarki! Przyszedł! Rozpływam się na jego widok. Siada obok mnie przepraszając za spóźnienie...I za co przepraszasz? Przecież nic się nie stało...Rozmawiamy i rozmawiamy. Nie chcąc przekrzykiwać tłumu, pochylam się w twoją stronę. Chcę słyszeć wyraźnie co do mnie mówisz. W pewnym momencie kładę dłoń na ławce. I czuję coś ciepłego pod nią. To twoja ręka. Zaczerwieniona, zabieram swoją, przepraszając cię. Śmiejesz się tylko i pytasz, czemu mam takie zimne ręce. Ja tylko wzruszam ramionami odpowiadając, że taka moja uroda. Ty, wciąż uśmiechając się, bierzesz moją dłoń i wkładasz sobie do kieszeni od bluzy. By ją ogrzać. Czuję jak lekko szklą mi się oczy, tak mnie wzruszył twój gest. Tak bym chciała...tak bym chciała, byś czuł to co ja... Patrzysz na mnie spod potarganej grzywki. Odsuwam ci jeden bardzo niesforny kosmyk. Ręka mi się trzęsie... Co za wstyd...Dlaczego nie może być jak u innych? Inni są wyluzowani, opanowani a ja trzęsę się w niemal każdym fragmencie ciała. Czasem czuje się jak jeden wielki dreszcz. Patrzę ponuro na szklankę rozważając swoje szanse. Nie wydaje mi się by było najlepiej...Wtedy ty...przytulasz się do mnie i szepcesz mi do ucha parę słów...

Następny tydzień. I znowu zajęcia i znowu razem. Także na przerwie. Dziewczyny się śmieją, że pasujemy do siebie. Nawet bardziej niż im się wydaje! W ogóle się śmieją, że chodzę jakaś odmieniona. Ciekawi je co mnie tak odmieniło, ale co im będę tłumaczyć, prawda?

I can't care about anything but you…