Długi weekend

Na ścianie twarze których wizerunkiem żywisz się...

Długi weekend. Majowe słońce topi miasto w swym blasku. Rynek pęka w szwach. Morze turystów leniwie przesuwa się wzdłuż straganów z pamiątkami i kafejek. Wszyscy zaoferowani sprzedawanymi bibelotami.

I dobrze.

Nie zwrócą uwagi na mnie. Chociaż mógłbym udawać turystę, nie jestem nim. Robię zdjęcia obcym ludziom, całkowicie przypadkowym osobom. Potem te fotografie wywołuję. Potem zamykam się w swoim ciasnym, ciemnym mieszkanku i przeglądam je aż zatrzymam się na jednym, losowo wybranym. Opuszkiem palca lekko dotykam twarz człowieka na zdjęciu. Biorę głęboki wdech i już wiem, że ten szczęśliwy mąż i ojciec dwójki uroczych dzieci podzieli się dziś ze mną czymś bardzo szczególnym. Odda mi część swych sił witalnych. Nie, że on tego chce, nie że on o tym wie. Po prostu mu je zabiorę, wydrę. Przywłaszczę je sobie, bo jestem Pożeraczem. Trochę go tylko podgryzę, nie za mocno...nie jestem taki, nie wypijam ich do cna. Chyba...że się zapomnę, albo jeśli smakują naprawdę słodko.

Jak tamta dziewczyna ze wstążkami we włosach.

Gdy kończę się posilać, twarz na zdjęciu jest zniekształcona, jakby ktoś przytrzymywał zapalniczkę od spodu. Odkładam zniszczone zdjęcie i oddycham głęboko uśmiechając się sam do siebie. Prawie jak po dobrym seksie. Lekkie, euforyczne zawroty głowy i ta rozpierająca mnie energia. Aż chce się żyć! A może jeszcze jakiś deserek...? Wyciągam rękę po leżące przede mną fotografie.

Budzi mnie ostry, rwący ból. Nie mogę oddychać, oblewa mnie zimny, lepki pot. Ból na chwilę puszcza, żeby znów schwycić mnie swoimi zębiskami. Leżę bezsilny na łóżku z poczuciem, że zaraz umrę...aż nagle wszystko się kończy. Ból odchodzi. Oddycham ciężko, w głowie mam mętlik. Co to było?

Czuję się taki słaby...

Już mam wychodzić, gdy ból znów atakuje. I ta jedna obłędna myśl, że może oto ktoś sobie mnie obrał? Nie...niemożliwe. Zmęczony i obolały przerzucam zdjęcia, które zrobiłem. Sam nie wiem czego szukam, po prostu liczę na łut szczęścia.

Postać w cieniu.

Choć wszyscy stoją w pełnym słońcu, ją jedna skrywa głęboki cień. Jakby chciała się ukryć przed moimi oczami.

Znowu pstrykam. Te ataki mocno mnie osłabiły, potrzebuję zapasu. I powrotu rutyny, żeby uspokoić zszargane nerwy. Wtem zimne szczęki bólu znów zaciskają się wokół mojej klatki piersiowej. Wciągam głębiej powietrze, mój oddech jest świszczący i chrapliwy. Coś zauważam kątem oka. Ktoś, kto stał w cieniu właśnie z niego wyszedł. Ból zelżał na tyle, by umożliwić mi uniesienie głowy.

Dwa rude warkoczyki i szydercze spojrzenie bezczelnych, zielonych oczu. Dziewczyna muska opuszkiem palca zdjęcie.

Moje zdjęcie...

Teraz wiesz kradniesz dusze poprzez zdjęcia swe

Teraz wiesz w swoim życiu zagubiłeś się