No i poszła na bal

I poszła na bal. Beze mnie. Mówiła, że to grupowa zabawa i wszyscy przychodzą bez osób towarzyszących. Skoro tak... Wyjątkowo ładnie się ubrała i umalowała. Ciekawe dla kogo skoro jej grupa to w większości dziewczyny? Chyba, że dla tych paru chłopaków. Nie, nie sądzę. Wiem, że często opowiada o tym jednym z nich, jaki to on zabawny i jak dobrze się z nim dogaduje, ale to przecież tylko kolega, nic poważnego. Nie jest kimś o kogo miałbym się martwić.

Now I'm falling asleep

And she's calling a cab

While he's having a smoke

And she's taking a drag

Now they're going to bed

And my stomach is sick

And it's all in my head

But she's touching his—chest

Now, he takes off her dress

Now, let me go…

Godzina goni godzinę a ja miotam się na łóżku próbując zasnąć. Muszę się napić wody. Albo ciepłego mleka, to ponoć działa na kłopoty ze snem. Chyba jestem przewrażliwiony, ale co zamknę oczy to widzę ją w objęciach tego kolesia. Głupoty, wiem. Na krześle leży jej sweter, wciąż jeszcze pachnie jej perfumami, mocny, głęboki zapach. Uderza do głowy niemal jak wino. Jemu też się pewnie podoba... Dosyć! Dość tych bezpodstawnych podejrzeń! Przecież ją znam, przecież wiem, że... że on jest w jej typie a ja ostatnio nie miałem zbyt wiele czasu dla niej. Na pewno czuła się zaniedbywania, choć nie dała tego znać po sobie... Co to w ogóle za pomysł, żeby iść na bal bez osób towarzyszących!? Za mało się widzą codziennie że muszą sobie jeszcze razem bale urządzać?! Dlaczego nie mogę iść z nią na potańcówkę kiedy mam na to ochotę? To przecież moja dziewczyna!

And I just can't look its killing me

And taking control

Jealousy, turning saints into the sea

Swimming through sick lullabies

Choking on your alibis

Co ja właściwie wyrabiam…? Dlaczego tak się denerwuję, kiedy przecież nic się nie stało? Że poszła sama przecież nic nie znaczy. Zupełnie nic. Z pewnością by się obraziła gdyby dowiedziała o co ją podejrzewałem. I miałaby rację, w związku najważniejsze jest zaufanie. Tylko, że...że mi tak trudno zabić tę niepewność, która na każdym kroku każe mi się upewniać, że tylko ja się dla niej liczę. Jak zachować spokój, kiedy ona zaśmiewa się z jego dowcipów, kiedy mówi, że bez niego byłoby dużo nudniej i nie wyobraża sobie żeby mogło go zabraknąć? No jak...?

Wróciła. Późno, dużo później niż się spodziewałem. Udaję że śpię, a ona cicho zdejmuje szpilki i idzie do kuchni wstawić wodę. Potem łazienka i szum odkręcanej wody. Zmyje pot, makijaż, ślad jego dotyku na swojej skórze. Na pewno razem tańczyli, dużo tańczyli. Blisko tańczyli. Zmyje ze skóry jego oddech, jego rozpalone spojrzenie, jego żarciki i śmiech. Zmyje go z siebie i położy się obok mnie czysta i kryształowa. W kuchni rozległo się ciche 'klik', to zagotowała się woda w czajniku.

Już się umyła i wypiła herbatę – cicho, jak najciszej wchodzi do pokoju i delikatnie wślizguje się do łóżka. Jej włosy pachną szamponem, skóra balsamem. Wtula się w mój bok, taka ciepła i ufna. W oczach stają mi łzy na samą myśl jaką krzywdę jej wyrządzam swoimi podejrzeniami. Jakie to szczęście, że ona o tym nie wie...

I never...