Knot świecy zajmuje się ogniem. Chybotliwy płomień rozprasza ciemność i oświetla kochane twarze... nadszedł czas opowieści.

Nie tak dawno temu i nie tak daleko stąd, w wioseczce jakich wiele, żyła-była Pasterka. W długie zimowe wieczory słuchała opowiastek swej wiekowej babki, zaś w leniwe letnie dnie, gdy doglądała pasących się owiec, snuła marzenia o spełnionych snach. O zwiewnej Wróżce, która zmieniała jej sukienczynę w piękne szaty. O złotowłosym Księciu, który przyjeżdżał na białym rumaku, by uczynić ją swoją Księżniczką. O złej Czarownicy, która próbowała im szkodzić, ale bezskutecznie. O...
W tym momencie najczęściej któraś z owiec próbowała odłączyć się od stada, więc do rzeczywistości przywoływało Pasterkę poszczekiwanie wiernego Kłapcia.

Jak długo jednak można żyć samymi snami? Gdy nadeszły pierwsze mrozy, Pasterka oddała owce pod opiekę babce, zaś sama spakowała kilka drobiazgów i wyruszyła w drogę.
Na początku dziewczyna, pełna zapału, szła dziarskim krokiem, dumnie wystawiając twarz przeciw srogim wichrom. Po kolejnym jednak dniu na pustkowiu zaczęła tracić rezon, znużenie przejmowało władzę nad jej nogami.
Po kilku kolejnych dniach zupełnie opadła z sił. Gdy skulona pod jakimś krzakiem próbowała osłonić się przed śniegiem, jej oczom ukazała się stojąca kilka metrów dalej dorożka. Czy pojawiła się tam nagle, czy może dziewczyna nie dostrzegła jej wcześniej z powodu zadymki? Któż to wie...
Pasterka ostrożnie podeszła bliżej i dostrzegła zapraszająco otwarte drzwi dorożki. Woźnica siedział wyprostowany na koźle, gotów ruszyć w każdej chwili. Dziewczyna podeszła jeszcze bliżej - z wnętrza powozu dobiegł ją leciutki zapach pomarańczy i cynamonu. "Coś, co tak pachnie, nie może być złe" pomyślała Pasterka i wsiadła do środka. Gdy tylko zamknęła drzwi, woźnica strzelił z bata i ruszyli.
Upojona zapachem korzeni i ukołysana jednostajnym stukotem kół, Pasterka zasnęła.

Obudził ją przenikliwy chłód. Jeszcze nie do końca świadoma, próbowała naciągnąć wyżej koc. Jej dłonie trafiły jednak w próżnię. Niechętnie i z wysiłkiem uniosła powieki, by odkryć, że nie znajduje się już w dorożce. Na wpół zakopana w śniegu, leżała u stóp wysokiego muru, niemal na progu żelaznej bramy. Przemarzniętej do szpiku kości Pasterce nogi odmawiały posłuszeństwa. Powoli doczołgała się więc do bramy i zastukała.
- Kim jesteś i czego szukasz w Krainie Wschodu? - rozległ się tubalny głos.
- J-j-jestem P-pasterką i sz-szukam s-sswoich ss-snów - wyszczękała dziewczyna.
Rozległo się skrzypienie odsuwanej zasuwy i brama uchyliła się leciutko. Na tyle tylko, by Pasterka mogła przekroczyć próg.

To, co znajdowało się za progiem, sprawiło, że dziewczyna aż przetarła oczy ze zdziwienia. Jak okiem sięgnąć aż po podnóża królujących na horyzoncie gór, wszędzie rozciągały się ukwiecone łąki. Słodki zapach kwiatów upajał, ale nie odurzał. Postąpiwszy parę kroków, Pasterka spostrzegła wysoką korpulentną niewiastę w błękitnej szacie, raczącą się miodem i tortem truskawkowym.
- Kim pani jest? - spytała Pasterka.
Kobieta uśmiechnęła się szeroko i niezwykle ciepło.
- Jestem Wróżką, moje dziecko. Powiedz tylko, czego ci trzeba.
Pasterka otaksowała kobietę spojrzeniem: jej Wróżka powinna być lekka i zwiewna, zatem ta na pewno nią nie była. Pożegnała się więc uprzejmie i ruszyła w dalszą drogę.

Gdy około południa Pasterka posilała się nad strumieniem, z oddali dobiegł ją stukot kopyt. Po chwili tuż obok niej zatrzymał się osiołek i zsiadł z niego... Książę? Tak przynajmniej można było przypuszczać na widok noszonej przez niego korony. Poza nią bowiem niewiele świadczyło o książęcości tego niskiego i o nijakiej barwy włosach młodzieńca.
Książę przyklęknął przed Pasterką i rzekł cichym, łagodnym głosem:
- Witaj, Księżniczko. Wreszcie cię odnalazłem.
Dziewczyna pokręciła głową.
- Nie mnie szukasz, Książę. Jestem Pasterką, nie Księżniczką.
Na próżno Książę błagał i zaklinał - Pasterka wciąż przeczyła jego słowom. Wreszcie odszedł zasmucony, a dziewczyna ruszyła w swoją stronę.

Późnym popołudniem Pasterka dotarła na polanę, z której dobiegały radosne pokrzykiwania dzieci. Maluchy śpiewały i tańczyły wokół piernikowej chatki. Co chwila jeden z nich ułamywał kawałek domu i zjadał go ze smakiem.
Gdy otworzyły się drzwi chatki i na progu stanęła Czarownica, Pasterka zamarła z przerażenia. Ale dzieci bez wahania podbiegały do kobiety i odbierały z jej rąk kubki z gorącą czekoladą. Dziewczyna zaczepiła jednego z chłopców i spytała:
- Nie boisz się Czarownicy? Przecież ona chce was skrzywdzić.
- Pani Czarownica jest kochana - stwierdził malec.- Nie potrzeba się jej bać.
Pasterka popatrzył na niego z niedowierzaniem: ta Czarownica również nie pasowała do jej snów. Z ciężkim westchnieniem dziewczyna wyruszyła w dalszą drogę.

Słońce chowało się już za horyzont, gdy Pasterka dotarła do niewielkiej gospody. W środku nie było nikogo, jednak ogień wesoło trzaskał w kominku, zaś na stole stał świeży chleb i talerz gorącej zupy.
Gdy dziewczyna się posilała, na krześle naprzeciwko niej pojawiła się uśmiechnięta i skrzydlata wróżka.
- Witaj, moja droga Pasterko. Twój książę będzie na ciebie czekał o świcie. A teraz śpij... słodko śpij...
Jej łagodny, choć nieco suchy głos ukołysał dziewczynę do snu.

Pierwsze promienie słońca obudziły Pasterkę delikatnymi pieszczotami. Przeciągnęła się, ostrożnie dotykając jedwabnej pościeli, w której ktoś ją położył.
- Witaj, moja piękna - dobiegł ją ciepły głos. Ciepły, lecz i w nim czegoś brakowało.- Czy zostaniesz moją księżniczką?
Teraz wszystko było jak należy. Piękny, blondwłosy książę prosił ją o rękę; gdzieś w oddali po zamkowych błoniach przemknął przemknął skulony cień czarownicy, a wszystko to sprawiła swoimi czarami wróżka.
Sen Pasterki doczekał się spełnienia.

Ale ze snami to taka dziwna sprawa. Gdy je śnimy, są nieziemsko piękne. Gdy jednak stają się jawą, tracą część swego uroku.
Wróżka - lekka i zwiewna - zjawiała się wszędzie tam, gdzie potrzeba i spełniała każde życzenie Pasterki-księżniczki, nim jeszcze ta zdążyła je wypowiedzieć. Książę prawił jej czułe słówka, obsypywał komplementami i obdarowywał coraz to piękniejszymi sukniami. Czarownica próbowała im szkodzić, to podsyłając zatruty grzebień czy jabłko, to znów rzucając jakiś złośliwy urok. Wszystko było jak należy, jednak...
Wróżka nie pozwalała niczego naprawdę zapragnąć. Sukienki od księcia były piękne, lecz krępowały ruchy. Czarownica w swej nieudolności bardziej śmieszyła niż przerażała. A ponad wszystko Pasterka-księżniczka odczuwała ich obojętność. Wciąż miała wrażenie, że jest tylko Pasterką udającą księżniczkę i że wróżce, księciu i czarownicy nie zrobiłoby różnicy, gdyby jej miejsce zajął ktoś inny.

Pewnego poranka dziewczyna wymknęła się cichcem z ła nad strumieniem i zrzuciwszy przyciasne pantofelki, zanurzyła stopy w chłodnej wodzie. Łzy same zaczęły spływać z wolna po jej twarzy.
Gdy usłyszała znajomy, całkowicie nie-rumaczy stukot kopyt, jej serce zamarło w oczekiwaniu. Głos, który rozległ się chwilę później, był dla niej niczym cudowna melodia.
- Dlaczego płaczesz, Księżniczko?
Uśmiechnęła się do Księcia przez łzy. Bez cienia wątpliwości, bo przy nim naprawdę czuła się Księżniczką, poprosiła:
- Zabierz mnie stąd, Książę. Zabierz tam, gdzie wschodzi słońce.
Na te słowa twarz Księcia rozświetlił promienny uśmiech. Posadził ją na swojego osiołka i powiózł z powrotem. Wróżka już czekała, by zamienić jej suknię w znacznie wygodniejszą, choć nie mniej piękną. A Czarownica upiekła dla nich tort weselny.

Nadchodził wieczór i zachodzące słońce malowało świat ostatnimi promieniami. Młodzi stali przytuleni na balkonie i podziwiali ostatnie chwile dnia.
- Czy jesteś szczęśliwa, moja Księżniczko? - spytał Książę.
Dziewczyna zamyśliła się na chwilę.
Wróżka nie była lekka i zwiewna, ale otaczała ją czułą opieką: spełniała drobne pragnienia i pozwalała wciąż śnić o tych większych. Czarownica nie była zła i okrutna, lecz jej mądrość i doświadczenie często im pomagały. Książę nie był piękny i nie jeździł na białym rumaku, ale jego troska i miłość wciąż towarzyszyły dziewczynie. A przede wszystkim: zależało im właśnie na niej, a nie na jakiejkolwiek Księżniczce.
- Tak, jestem szczęśliwa - szepnęła.- Mój sen się wreszcie spełnił.

Bo to tylko od nas zależy, czy sen się spełni.
Można bowiem śnić o złotych górach, a zdobywszy ich szczyty, wciąż ich pragnąć. Można śnić o złotych górach, a z obawy przed rozczarowaniem wzbudzać w sobie radość na widok drobiny złota nie większej niż koniuszek palca. Można śnić o złotych górach... i radować się prawdziwie na widok zielonych pagórków, odnajdując w nich to, o czym się tak naprawdę śniło... samą istotę naszego snu...
...bo tylko od nas zależy jego spełnienie.

Świeca gaśnie, zdmuchnięta przez anioła. Oto kres tej opowieści... lecz to zaledwie jedna z wielu... gdy tylko znów zapłonie świeca...


4-10VIII2008, Wrocław
Siostrze Weronice Bednarz za to, że jest.